Polski English
wyprawy podróże

Pustynia Atacama

Jacek Pałkiewicz na pustyni Atacama

WYPRAWY, PODRÓŻE I EKSPEDYCJE JACKA PAŁKIEWICZA
Jacek Pałkiewicz • Oficjalna strona podróżnika

Pustynia Atacama

Ameryka Południowa

Rok wyprawy: 1992

Autor: Jacek Pałkiewicz
Strona
1/3

Słońce wisi nisko, tuż nad horyzontem. Wszystkie wypukłości terenu kładą się długimi, wyraźnymi cieniami na powierzchni tajemniczego świata pozbawionego życia. Mam wrażenie, że doświadczam takich samych emocji, jakie stały się udziałem Neila Armstronga, gdy postawił stopę na Księżycu.

Niesamowita sceneria surowej i dzikiej krainy przywodzi na myśl obrazy z Apokalipsy. Wokół mnie piętrzą się góry, z których wyłaniają się niezwykłe formacje geologiczne, wyglądające jak skamieniałe przedpotopowe potwory. Na lewo ciągną się gliniaste wzniesienia, które wskutek działania wiatrów ulegają bezustannej erozji, co sprawia, że krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie. Na prawo widać wystające spod ziemi różnokolorowe osady mineralne, wielkie bloki gipsu, kryształy soli. Powietrze gorące jak ogień oraz unosząca się nad całą okolicą atmosfera wrogości i tajemnicy kazały starożytnym uważać tę ziemię za miejsce spotkań zmarłych przodków. Tak wygląda Dolina Księżycowa w północnym Chile, w samym sercu pustyni Atacama, która zalicza się do najbardziej jałowych miejsc na ziemi i najmniej gościnnych miejsc świata.

Można powiedzieć, że ten żółty pas, o długości 1200 km i szerokości mniejszej niż 100, wciśnięty między wody Pacyfiku a Kordylierę Andów, "siedzibę bogów" - wznoszącą się prawie od poziomu morza do wysokości pięciu tysięcy metrów - jest pustynią doskonałą. Rejestrowana na Saharze średnia roczna opadów atmosferycznych wynosi 100 mm, na Atacamie nie dochodzi nawet do 10. Wyniki pomiarów prowadzonych w centrum pustyni są jeszcze bardziej zdumiewające. Zdarzają się miejsca, w których nie padało od dziesięcioleci. Oczywistą konsekwencją takiego stanu rzeczy jest całkowity brak okrywy roślinnej. Nie ma flory, która potrafiłaby żyć w tym środowisku, z wyjątkiem nielicznych, nad wyraz upartych kaktusów, którym udaje się przetrwać w miejscach, gdzie wilgotność nocą jest nieco wyższa.

Przemierzam w pojedynkę ten rejon, aby móc rozkoszować się w samotności surowymi widokami. Niewielu zapuszcza się tutaj pieszo, poszukiwacze przygód pokonują zwykle ten zakątek Atacamy w samochodzie. Zaopatrzony w niezbędny zapas wody, spędziłem już trzy dni w tej rozpalonej krainie. A teraz moja przygoda ma się ku końcowi. Piaszczystym grzbietem wielkiej wydmy idę w kierunku południowo-wschodniego krańca doliny.

Nieoczekiwanie, daleko na horyzoncie, pojawia się wyspa zieleni. Widok oazy San Pedro de Atacama jest niczym powiew chłodnego powietrza po dniach całkowitego uzależnienia od natury, która może okazać się nieraz niebezpieczna pułapką. Nieszczęście spotkało pewnego niemieckiego turystę, który wybrał się kiedys do Doliny Księżycowej, mając przy sobie jedynie manierkę wody. Stracił orientację i po trzech dniach umarł z odwodnienia.

W południe, kiedy żar bijący z nieba staje się nie do zniesienia i nie ma czym oddychać, stawiam zaimprowizowane schronienie. Lekka, posrebrzana płachta przymocowana do worka podróżnego i dwóch dużych kamieni daje wystarczająco dużo cienia i pozwala rozkoszowac się chłodniejszym powietrzem. Dominujące uczucie samotności i przejmująca cisza podkreślają surowość dzikiego krajobrazu.

Nieopisany spektakl przeżywam jednak wieczorem. Ostatnie promienie zachodzącego słońca swoim blaskiem rozpalają na czerwono nagie skalne masywy, urwiste grzbiety, głębokie kaniony i wszystko wydaje się płonąć. Potem nad tą martwą planetą, na tle czystego, przejrzystego nieba, pojawia się okrągła twarz księżyca, który oświeca grudy niezliczonych kryształów soli, wywołując prawdziwie magiczny efekt. Nad glowa mam niebo usiane miriada gwiazd swiecacych niezwykle silnym blaskiem .Warto było zapuścić się w ten niegoscinny rejon, choćby tylko po to, aby przeżyć takie głębokie doznania.

Na tej ziemi nieugaszonego pragnienia temperatura często przekracza 40°C. W latach dwudziestych ubiegłego wieku na Saharze libijskiej słupek rtęci w cieniu osiągnął 57,8°C, ale temperatura przy samej powierzchni pustyni jest jeszcze wyższa. W tym wypadku rekord należy do Doliny Śmierci w Kalifornii, gdzie odnotowano nawet ponad 85°C.

W takich warunkach woda jest życiem. Fizjolodzy mówią, że w temperaturze 35°C człowiek pozostający w bezruchu może bez wody przeżyć dwa do pięciu dni i jeden do trzech, jeśli przemieszcza się nocą, a w ciągu dnia wypoczywa w cieniu. Historia zna jednak wiele wypadków przeżycia w sytuacjach zdawałoby się nie dających żadnych szans. Pamiętam przypadek amerykańskiego pilota wojskowego, który pokonał 240 km pustyni Arizona w 8 dni, nie mając ze sobą ani kropli wody. "A wszystko to dzięki ogromnej sile woli, głębokiej nadziei i niewyczerpanemu pragnieniu życia" - oświadczył w szpitalu, gdzie był leczony przez dwa tygodnie.

Późnym rankiem docieram do San Pedro, osady liczącej dwa tysiące mieszkańców. Leży w tle licznych stożków wygasłych raz czynnych wciąż wulkanów, które nie robią wrażenia wysokich. Chociaż prawie wszystkie osiągaja i przewyższają 6.000 m. Oaza miała niegdyś duże znaczenie strategczne, bwiem tedy przebiegaly karawanowe szlaki pierwszych Indian azjatyckiego pochodzenia, ktorych antenaci kilkadziesiat lat wczesniej przybyli przez ciesnine Beringa na kontynent amerykanski.

Nie prezentuje się zbyt okazale: trochę zakurzonych drzew szarańczynu i lepianki z błota, rozsiane wokół białego kościółka w stylu kolonialnym. Po zalanych słońcem uliczkach chodzą wieśniacy z osłami objuczonymi towarami, od czasu do czasu przejeżdża jeep, wiozący turystów na wycieczkę na pustynię, kręcą się młodzi Europejczycy z plecakami oraz Chilijczycy, którzy wyrwali się z wielkiego mrowiska Santiago, aby ścigać swe sny o wolności, kierując się dobiegającym z Boliwii zapachem koki.

Mam zarezerwowany pokoj w niedawno oddaym do użytku hotelu Alto Atacama, perfekcyjnie wkomponowanym w otoczenie. Sauna, bar, basen przywracają mi siły i optymizm.

Tutaj, na wysokości 2410 m, żyje się tak samo jak w Tamanrasecie, Katmandu, Bangkoku czy Anchorage. Międzynarodówka globtroterów czuje się w miasteczku znakomicie, nocuje w skromnych kwaterach, stołuje się w miejscowych szynkach, ożywia wszystkie miejsca, które mogą zainteresować turystów. Oprócz angielskiego, który dominuje, słychać hiszpański, niemiecki, francuski, czy włoski.

Z przyjemnością spotykam dwójkę młodych Polaków, są obyci i manifestują duże zainteresowanie historią regionu. Świat się kurczy, upadek muru berlińskiego otworzył granice dla ludzi głodnych świata. Takie spotkania stają się teraz regułą i rzadko się zatrzymuję słysząc rodzimy język. A pomyśleć, że jeszcze kilkanascie lat temu spotkanie z rodakami na odległych szlakach należało do rzadkości i zawsze stanowiło pretekst do poznania się. Chyba, że byli to Polacy nie potrafiący się właściwie zachować. W Zimbabwe natknąłem się na dwójke białych młodzieńców paradujących z gołym torsem po ulicach Harare. Byli z Warszawy i wzbudzali sporą sensację.

1 2 3

Pustynia Atacama 1 Pustynia Atacama 2

ZDJĘCIA WYPRAWY

Pustynia Atacama 3
Pustynia Atacama 4
Pustynia Atacama 5

INNE WYPRAWY I PODRÓŻE

Jacek Pałkiewicz w Kurdystanie

Kurdystan, enklawa Iraku (2004)

Więcej o podróży

Jacek Pałkiewicz i podróż do legendarnego Angkoru

Legendarny Angkor (1974)

Więcej o podróży

Jacek Pałkiewicz i podróż do Baku

Baku, brama Orientu (2017)

Więcej o podróży