Polski English
wyprawy podróże

Podniebne domostwa Korowajów

Jacek Pałkiewicz i plemię Korowajów

WYPRAWY, PODRÓŻE I EKSPEDYCJE JACKA PAŁKIEWICZA
Jacek Pałkiewicz • Oficjalna strona podróżnika

Plemię Korowajów i ich podniebne domostwa

Wyprawa do plemienia Korowajów (Zachodnia Papui).

Rok wyprawy: 2009

Autor: Jacek Pałkiewicz
Strona
1/3

Zdążyłem w ostatniej chwili przyjechać do Papui Zachodniej. Jutro ten jeden z ostatnich sanktuariów pierwotnego świata będzie już należeć do muzeum historii naturalnej. Podobne doświadczenie wyniosłem kilkanaście lat temu docierając w Wenezueli do Yanomami, ostatniego prymitywnego plemienia indiańskiego nieposiadającego kontaktu ze światem zewnętrznym. Tak samo było z rdzennymi mieszkańcami Andamanów, groźnymi Jarawa, strzelającymi z łuków do intruzów nachodzących ich terytorium. Dziś aborygeni ci utracili tożsamość poddając się zwodniczemu czarowi cywilizacji białego człowieka. Znaleźli się na krawędzi zagłady i skazani są na cichą eksterminację.

Na wykarczowanej polanie setki drzew powalonych niczym od upadku meteorytu, w tle wysokich koron drzew dostrzegam "rumah tingi", chatę niczym gniazdo ogromnego ptaka. To kraina Korowajów, kuzynów Kombajów, jednego z ostatnich znanych nam pierwotnych szczepów pozostających w izolacji. Zorganizowani w klany żyją w małych grupach rodzinnych, rozrzuconych na znacznych przestrzeniach lasu. Wiadomo, że toczą permanentne wojny plemienne, które rozpowszechniły szeroko stosowaną zemstę rodową. To część ich kultury, mającej wiele wspólnego z sycylijska mafia, gdzie waśnie trwają latami i za doznane krzywdy stosuje się krwawy odwet. Nie wiele istnieje o nich informacji, a i te, które są powielane, nie zawsze są dokładne. Relacje podróżników, czy opinie misjonarzy zwykle są obarczone stereotypami i dotyczą jedynie zagadnień powierzchownych.

O wiele więcej na temat autochtonów ze wschodniej części Nowej Gwinei wiadomo było już sto lat temu na stronach zatracającego poezją dziennika Nikołaja Mikłucho Makłaja. Rosyjski antropolog należał do pierwszych badaczy przyjaźnie ustosunkowanych do tubylców. Miejscowi nie tylko go zaakceptowali, a nawet darzyli sympatią. Młody naukowiec, przybyły na wyspę w 1870 roku, pracował nad humanitarnym projektem uznania "niezależności Papuasów pod patronatem rosyjskim", co miałoby uchronić ich przed ekspansja niemiecką. Pomysł został przedstawiony carowi Aleksandrowi III, ale w międzyczasie Niemcy wprowadzili władzę wykonawczą oraz sądowniczą, co równało się aneksji terytorialnej Nowej Gwinei.

Wdzięczna pamięć o ojcu duchowym tego kraju widoczna jest w tym regionie po dzień dzisiejszy. Michael Moran w swojej książce "Za Morzem Koralowym" przytacza słowa jednego z potomków papuaskiego przyjaciela Makłaja: "Czemu on pozwolił, żeby przyszli tu Niemcy?"- tak jakby badacz mógł temu zapobiec.

Warto wiedzieć, że Makłaj jeszcze kilkadziesiąt lat przed opublikowaniem antropologicznych postulatów wielkiego uczonego Bronisława Malinowskiego, stosował je już w praktyce. Szlachetny prostoduszny romantyk aktywnie współżył z krajowcami, doceniał ich odmienność kulturową, patrzył na świat ich oczami, próbował myśleć tak jak oni.

Z Nową Gwineą związane jest także życie etnografa, badacza Mikronezji Stanisława Kubarego. W latach 1869-1896 przebywał wśród Papuasów, na wielu wyspach był pierwszym białym człowiekiem. Dokonał wielu odkryć przyrodniczych i archeologicznych oraz sporządził mapy najważniejszych archipelagów Oceanu Spokojnego. Jego imieniem nazwano szczyt w paśmie Finisterre na Nowej Gwinei.

Okazuje się że jeszcze kilkadziesiąt lat temu biały człowiek nie wiedział o egzystencji Korowajów, podobnie jak i oni nie mieli pojęcia o istnieniu świata poza granicami plemiennymi. Nawet, jeśli na wyspie od 20 tysięcy lat żyje jeszcze tysiąc innych szczepów posługujących się różnymi językami i dialektami. Na początku lat 80 pojawili się nad rzeka Becking holenderscy misjonarze, dla których dziki, odcięty od świata region stanowił spore wyzwanie misyjne. Zamierzali narzucić nowa religie oraz system wartości, próbując przekształcić ich na swój obraz i podobieństwo. Założyli wieś Yaniruma, wznieśli protestancki kościółek, budynek szkolny z blaszanym dachem, ambulatorium, odrapany dziś duszny barak „dworca lotniczego”, stację radiową i niewielki sklepik.

Wkrótce pierwsi, urodzeni w prehistorii tuziemcy otarli się o cywilizacje i zaczęli korzystać z jej dobrodziejstw przejmując nowe wzory zachowań. W kolejnych latach na mapie pojawiły się nowe przyczółki: Yafufla, Manggel, czy Mabul i nowi, ujarzmieni przez postęp osadnicy. Teraz mogli się posługiwać żelazną siekierą, używać latarki elektrycznej, zapałek, ubierać się na modlę białych i korzystać z elektryczności, która zapewnia publiczny generator.

Spotkałem ich w Mabulu. Wewnętrznie rozdarci i dotknięci marazmem, skazani na stawianie czoła twardym realiom, zapomnieli o beztroskim, szczęśliwym życiu. Uwięzieni w pół drogi krążą ospale niczym zjawy bez celu po wsi w dziurawych T-shirtach, brudnych szortach i czapkach narciarskich, sprawiając wrażenie naiwnych wyrośniętych dzieciaków. Wystawiają na sprzedaż swoje życie codzienne, praktyczne umiejętności, oraz kulturę – niestety, bez autentycznych wartości. Kiedy na pełnej wybojów murawie, zaadaptowanej na potrzeby lotnictwa, ląduje awionetka z turystami, wokół przyjezdnych zbiera się chmara ciekawskich. Korzystają z okazji tradycyjnie nadzy, jeśli nie liczyć listka zawiązanego na końcu przyrodzenia i uzbrojeni w dzidy, łuki oraz strzały, bo stanowią szczególny cel obiektywów fotograficznych. Nieźle wychodzą sprzedawcy etnicznych pamiątek, szczególnie pióropuszy z niezwykle ozdobnych piór rajskiego ptaka.

Jednak system klanowy aborygenów nie poddał się presji chrześcijańskiej. Wojownicy z innej epoki sceptycznie podchodzili do nowej religii i nie zamierzali rozstać się z tradycjami. Chroniły ich nieprzebyta dżungla, rozległe bagna, wyjątkowo niedostępne łańcuchy górskie i zabójczy klimat, które od zawsze stanowiły barierę nie do pokonania. Penetrację powstrzymała także wieść o złowrogiej postawie niektórych plemion, uprawiających kanibalizm. Nic dziwnego, ze zawiedzeni misjonarze, którym udało się ochrzcić zaledwie garstkę poganów, porzucili ten region. Na ich miejsce w ramach modernizacji i cywilizacji, przybyli funkcjonariusze administracji państwowej z zadaniem zasymilowania autochtonów ze społeczeństwem białych. W Dżakarcie, w latach 70 wydano nawet jakiś dekret, który przeszedł do historii kuriozów, bo zamierzał zapewnić wszystkim "bezwstydnym golasom" parę majtek. Misja w budzącym grozę interiorze o zabójczym klimacie, z szalejącą malarią, w którym przemieszczanie się jest ograniczone i gdzie zamieszkują nieprzyjaźnie nastawieni krajowcy, była zsyłka do "Syberii Oceanii".

1 2 3

Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 1 Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 2 Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 3

ZDJĘCIA PLEMIENIA KOROWAJÓW

Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 4
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 7
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 10
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 12
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 15
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 18
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 5
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 8
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 11
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 13
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 16
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 19
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 6
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 9
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 14
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 17
Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów 20

INNE WYPRAWY I PODRÓŻE

Jacek Pałkiewicz i unikalny Angkor

Unikalny Angkor (2005)

Więcej o podróży

Jacek Pałkiewicz i mityczna Patagonia

Mityczna Patagonia (2010)

Więcej o podróży

Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna

Wyprawa na Biegun Zimna (1989)

Więcej o wyprawie