Polski English
wyprawy podróże

Wybrzeże Szkieletów

Jacek Pałkiewicz w Afryce

WYPRAWY, PODRÓŻE I EKSPEDYCJE JACKA PAŁKIEWICZA
Jacek Pałkiewicz • Oficjalna strona podróżnika

Wybrzeże Szkieletów

Namibia, Afryka

Rok wyprawy: 2001

Autor: Jacek Pałkiewicz
Strona
1/4

Na ciemnym, wulkanicznym piasku bieleją szczątki muszli, wyschnięte wodorosty, a także kości wielorybów, fok, a może nawet, któż to wie, marynarzy. O pustynny brzeg, który stał się grobem dla wielu żeglarzy, uderzają lodowate fale oceanu.

Jak okiem sięgnąć, roztaczają się zachwycające widoki, piramidy piasku, rzeźbione wiatrem gigantyczne wydmy, powietrze drgające od skwaru, jary i zagłębienia terenu wypełnione wodą, gdzie często schodzą się pustynne zwierzęta. Wokół panuje absolutna cisza i magiczny nastrój, który sprawia wrażenie kompletnej izolacji od reszty świata. Jesteśmy na otoczonym złą sławą Skeleton Coast, Wybrzeżu Szkieletów, lub jak mawiali kiedyś Portugalczycy, Wybrzeżu Piekieł. Gęste mgły, niebezpieczne prądy morskie, potężne fale, silne wiatry były tutaj przyczyną wielu tragedii. Na przestrzeni wielu kilometrów plaża usłana jest licznymi martwymi wrakami zasypywanych przez wydmy statków, które zżera stopniowo rdza, by w końcu doprowadzić do rozpadu na wiele segmentów.

W 1976 roku rozbił się południowoafrykański trawler rybacki "Suiderkus". Dopiero kilka lat później natrafiono na szkielety członków załogi. Niezwykle dramatyczne przeżycia stały się udziałem 106 osób ze statku "Dunedin Star", który osiadł tutaj w 1942 roku. Część pasażerów postanowiła ruszyć na pustynię i wkrótce ślad po nich zaginął. Inni pozostali na statku, licząc na pomoc z morza. Istotnie na sygnał SOS odpowiedziały trzy przepływające nieopodal jednostki, jednak sztorm uniemożliwił zabranie rozbitków szalupami. Dwa statki wycofały się z akcji ratowniczej, trzeci, "Sir Charles Elliot" utknął na mieliźnie 300 m od brzegu, pogarszając jeszcze bardziej sytuację. Po dwóch tygodniach z samolotu wojskowego zrzucono na spadochronach paczki z żywnością. Jeszcze tego samego dnia pilot zdecydował się wylądować na plaży. Ewakuowano kobiety i dzieci, ale przy starcie samolot zakopał się w piasku. Czarna seria nie opuszczała nieszczęśliwców. Ich odyseja zakończyła się dopiero po 26 dniach. W wigilię Bożego Narodzenia kilka pojazdów mechanicznych odnalazło część pozostałych przy życiu rozbitków, których przewieziono do Swakopmund.

Zdradziecki brzeg nie oszczędził także małych samolotów i aut terenowych, którymi zapuszczali się tutaj poszukiwacze diamentów czy też przygód. Rozbitkowie nie zawsze mogli liczyć na powodzenie akcji ratunkowych w tym bezludnym i odosobnionym zakątku południowo-zachodniej Afryki.

Wybrzeżem Szkieletów nazywa się potocznie cały morski brzeg Namibii, długi 2.000 kilometrów, ale w rzeczywistosci jest to czterokrotnie mniejszy pas niegościnnego terytorium, rozciagający się na szerokość 50-200 kilometrów od rzeki Ugambund po granicę z Angolą. Pierwszy Europejczyk stanął na tym pustynnym brzegu w 1485 roku, był to portugalski żeglarz Diego Cao. Pozostawił po sobie ślad, mały symboliczny krzyż z napisem informującym o swojej bytności na Przylądku Cross. Potem musiały upłynąć prawie cztery stulecia, nim następni odkrywcy przybyli do tego rejonu.

Historia najstarszej pustyni świata sięga 120-170 milionów lat wstecz, do epoki, kiedy dzielił się pradawny ląd Gondwana, dając początek Afryce Południowej i dostarczając tym faktem argumentów na potwierdzenie teorii dryfu kontynentów. Liczne podobieństwa, zachodzące między skałami afrykańskimi a brazylijskimi, stanowią jego niezbity dowód. Z epoki nieco nam bliższej, od 20 do 8 milionów lat temu, pochodzą złoża diamentów aluwialnych w ujściach rzek, dzisiaj często wyschniętych.

Posępne pustkowie przechodziło różne koleje losu. Stanowiło terytorium wydzielone na potrzeby ludności autochtonicznej Bantu, potem znalazło się w centrum zainteresowania geologów. Duże spustoszenie poczynili tutaj kłusownicy, niszcząc bogatą faunę. Celem ochrony środowiska naturalnego w 1971 roku cały obszar został objęty ścisłą kontrolą. Do utworzonego rezerwatu Skeleton Coast, stanowiącego okruchy dawnego świata, można wjechać tylko po uzyskaniu specjalnego zezwolenia w stolicy Namibii. Wydaje się je z reguły tylko do Terrace Bay. Dalej na północ można podróżować wyłącznie w sposób zorganizowany, w grupie liczącej nie więcej niż dziesięć osób. Masowa turystyka z pewnością zagroziłaby delikatnej równowadze ekologicznej regionu.

Klucz do tego królestwa posiada od wielu lat Louw Schoeman, adwokat, który zawiesił togę poświęcając się całkowicie roli przewodnika. Przywozi turystów swoim samolotem do bazy campingowej Sarusas, skąd wraz z synem Andre zabiera ich Land Roverami na spotkanie z niecodzienną przygodą na terytorium z rzadka odwiedzanym przez człowieka. Nie tylko zna on doskonale pustynie, w której jest zakochany, ale także ochrania ją przed klusownkami, polującymi głównie na nosorożce, których rogi sprzedają po cenie złota. Sproszkowany róg zalicza sie do cennego lekarstwa i jak głosi fama jest doskonałym środkiem przeciwgorączkowym. Ponadto z rogu wyrabia się różne przedmioty mające wartość rytualną. Dyrekcja Parku ma absolutne zaufanie do adwokata i udzieliło mu wyłączną koncesję na działalność turystyczną w tym rejonie. Schoeman mógłby być wzorem do naśladowana na polu ochrony przyrody. "Nie możemy zostawić najmniejszego śladu naszej bytności w tym delikatnym ekosystemie, gdzie ślady opon samochodowych na twardej powierzchni, mogą pozostać widoczne przez dziesiatki lat", przypomina za każdym razem nowo przybyłym.

Jedziemy na północ, ale jeszcze kilka dni temu byliśmy na słynnych diunach Soussusvlei. Miałem wrażenie, że oglądam gigantyczne i sugestywne pocztówki z klasycznymi wydmami, które są w stanie rozpalić fantazję każdego mieszczucha. Miliony ton rozgrzanego piasku tworzą niekończące się sinusoidalne, regularne formy, uderzające swoją prostotą i mające coś ze zmysłowych, erotycznych linii obnażonej kobiety. Monstrualne ceglastego koloru wydmy wyniesione są przez wiatr na wysokość ponad 300 metrów. Obowiązkowym dla fotografów obiektem jest dno białego wyschniętego słonego jeziorka w dolinie Deadvlei, otoczonego oranżowymi piaszczystymi wydmami sterczą osobliwe, dziwacznie powykręcane pnie skamieniałymi drzewami. Szkielety akacji erioloba, uschniętych przed kilkuset laty, tworzą spektralny widok. Warunki klimatyczne tak doskonale je zakonserwowały, że nie poddają się nawet atakom termitów, które niekiedy budują sięgające 5 metrów termitiery.

Z piasków Soussusvlei przemieszczamy się terenowymi toyotami na północ. Przejeżdżamy przez głębokie wąwozy rzeki Tschaub, by wkrótce wyjechać na pustynną równinę, przeciętą prostą jak strzała, dobrze utrzymaną szutrową drogą pozwalającą rozwijać sporą szybkość.

Wjeżdżamy do sennej mieściny Luderitz. Mam wrażenie, że wylądowałem w kajzerowskich Niemczech, gdzieś nad Morzem Północnym. Dominuje bawarska architektura, czerwone dachówki na stromych dachach domków, szerokie ulice, zadbane ogródki, szyldy drukowane czcionką gotycką, lokalny "Algemeine Zeitung", wszechobecny niemiecki język. Zarząd miejski nazywa się Rathaus, piekarnia Backerei, a zatoka - Grusse Bucht. Całość zwieńcza zbudowany na wzgórzu luterański Felsenkirche ze swoimi wspaniałymi witrażami. Miasteczko jest istną oazą spokoju, w której mieszkańcy uśmiechają się przyjaźnie do przybysza, w której nieznana jest przestępczość, a nieprzekupna policja co najwyżej zajmuje się podchmielonymi kierowcami czy wypisywaniem mandatów za nieopłacony parking.

1 2 3 4

Wybrzeże Szkieletów 1 Wybrzeże Szkieletów 2

ZDJĘCIA WYPRAWY

Wybrzeże Szkieletów 3
Wybrzeże Szkieletów 4
Wybrzeże Szkieletów 5

INNE WYPRAWY I PODRÓŻE

Jacek Pałkiewicz przełaj przez Borneo

Wyprawa przez Borneo (2006)

Więcej o wyprawie

Archipelag Gułag Kołyma

Archipelag Gułag Kołyma (2004)

Więcej o podróży

Jacek Pałkiewicz na pustyni Atacama

Pustynia Atacama (1992)

Więcej o wyprawie