Polski English
wyprawy podróże

Pustynia Kara Kum

Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum

WYPRAWY, PODRÓŻE I EKSPEDYCJE JACKA PAŁKIEWICZA
Jacek Pałkiewicz • Oficjalna strona podróżnika

Czarne piaski Kara Kum

Wyprawa na pustynię Kara Kum (Turkmenistan).

Rok wyprawy: 1989

Autor: Jacek Pałkiewicz
Strona
1/2

Nie ukrywam, że przeżywam trudne chwile walcząc z własnymi słabościami. Wokół rozciąga się kosmiczna pustka i panuje złowroga, martwa cisza. Żadnego punktu odniesienia, ani śladu cienia. Z niebieskiego nieba bucha piekielny żar paraliżujący każdy ruch. Rozgrzany do białości piasek oślepia swoim blaskiem. Męczy strasznie pragnienie, wydaje się, że marsz trwa już całą wieczność. Mam poranione wargi, suchość w gardle i z trudem wciągam rozpalone powietrze. Chwilami popadam w swoiste delirium, przed oczami migają czerwono-czarne płatki. Modlę się choćby o jeden lekki, przynoszący ulgę powiew wiatru, marzę o rzeźwiącym chłodzie nocy, ale na to trzeba czekać jeszcze wiele godzin.

Wędrujemy szlakiem Marco Polo przez bezlitosną dla ludzi Kara-Kum, zwana pustynią Czarnego Piasku. Na dobrą sprawę często próbowałem doszukać się potwierdzenia tej nazwy w kolorach pustyni, której powierzchnia jest większa od Polski, ale nigdy jej barwy nie zbliżyły się do czerni. Prawdopodobnie nazwa odnosi się nie tyle do koloru, ile do drzemiącego tu niebezpieczeństwa. Latem w tym regionie jest tak gorąco, że - jak powiedział nam ktoś jeszcze w Aszchabadzie - nawet muchy przestają latać w obawie, że uschną im skrzydła, a jaszczurki wypoczywają na plecach, żeby ostudzić poparzone łapki.

"W królestwie pragnienia i spiekoty upał może zniszczyć człowieka, tak jak ogień niszczy drewno" - mówi lokalne porzekadło. Ile czasu możemy jeszcze wytrzymać? Cierpienie fizyczne osiąga swój szczyt. Momentami tracę poczucie rzeczywistości, ogarnia mnie całkowite zobojętnienie, a nawet pewne otępienie. Niewiele brakuje, aby człowiek stracił instynkt samozachowawczy i tylko rozpaczliwym wysiłkiem zmuszam się do utrzymania się na grzbiecie wielbłąda. Oglądam się za siebie i widzę tak samo kiwające się sylwetki moich towarzyszy, równie nieludzko zmęczonych, w których spojrzeniu brak jest jakiegokolwiek wyrazu. Scena idealnie pasująca do zniewalającego swoim hipnotycznym rytmem Bolera - siedemnastominutowej kompozycji Maurice'a Ravela, będącej tylko jednym rytmicznie powtarzanym motywem o narastającym natężeniu - którego inspiracją była Sahara.

Przychodzi mi na myśl dramatyczna scena z filmu Lawrence z Arabii, gdzie tylko dzięki heroicznej determinacji brytyjski agent wywiadu w zabójczym upale dotarł do celu, pokonując pustynię Naufud na Półwyspie Arabskim. Wspaniały film Davida Leana o bohaterstwie i przede wszystkim o czarze pustyni, o rządzących nią prawach oraz o jej łasce i niełasce wobec człowieka. Lawrence grany przez znakomitego Petera O'Toole to charyzmatyczna postać bohatera idealisty, który dzięki sile swojego charakteru w 1916 roku dokonał czynu uważanego za niewykonalny: zjednoczył trzy plemiona arabskie przeciwko Turkom. O'Toole był siedmiokrotnie nominowany do Oscara, ale nigdy nie wrócił do domu z nagrodą. W styczniu 2003 roku siedemdziesięcioletni aktor irlandzki odmówił przyjęcia honorowego Oscara. Poprosił Akademię Filmową, by poczekała z tym aż skończy 80 lat, chyba że wcześniej uda mu się zdobyć statuetkę za rolę w jakimś filmie. Lawrence pozostawił po sobie książkę Siedem filarów mądrości, która jest największą elegią na cześć pustyni.

Wypijam z manierki kilka łyków wody, życiodajnego eliksiru i, z pewnym wysiłkiem, przełamuję stan apatii. Od wczoraj oszczędzamy ostatnie zapasy wody, bo studnia, która miała zapewnić nam nowe zapasy, okazała się zupełnie wyschnięta.

Przychodzi mi także na myśl umierający z pragnienia Antoine de Saint-Exupéry, który w swojej noweli autobiograficznej napisał: "Woda! Nie jesteś niezbędna do życia, jesteś samym życiem. Największym bogactwem, jakie istnieje na świecie".

Dopóki mam wodę, jestem panem sytuacji, a bywało dużo gorzej. Kiedyś w Mali resztkami sił, ciesząc się jak dziecko, dotarłem do studni i nie mogłem się napić, bo pływało w niej zdechłe zwierzę. Pamiętam, że ogarnął mnie paniczny strach, czy wystarczy mi jeszcze sił, aby dotrzeć do kolejnego źródła wody, odległego o cały dzień marszu. Odwodnienie organizmu postępowało w galopującym tempie, ciało wiotczało, coraz wolniej krążyła zgęstniała krew, zmuszając serce do zwiększonego wysiłku. Wycieńczony, szczęśliwie dobrnąłem do końca tego trudnego i pełnego fantasmagorii szlaku.

I chociaż później poznałem najstarszą pustynię świata: Namib, i najbardziej jałową, "małą i piękną" prawie udomowioną Atacamę, legendarną Taklamakan - której nazwa wywołuje trwogę, gdyż znaczy mniej więcej "jeśli wejdziesz, nie wyjdziesz", straszliwą Rub al-Chali, bądź Gobi, jedną z najstraszniejszych, gdzie temperatura latem rośnie do 50°C, a zimą spada do –40°C, o której Mikołaj Przewalski pisał: "Trawersata w pełni lata jest porównywalna do przejścia przez piekielne płomienie" - to jednak po latach, jeszcze dziś przechodzą mnie ciarki, kiedy wspominam tę dramatyczną przygodę.

Słońce stoi niemalże w zenicie, kiedy nieoczekiwanie, po zejściu z wysokiej wydmy, natykamy się na prawdziwy las saksaułowy, gąszcz wysokich krzewów, który powinien zapewnić nam trochę odpoczynku. Okazuje się jednak, że groteskowo poskręcane pędy nie dają żadnego cienia i to, co miało ochronić nas od spiekoty, okazuje się rozżarzoną niczym piec pułapką, w której zupełnie nie ma czym oddychać.

Saksauł jest spektakularnym przykładem przystosowania się roślin do ekstremalnej suszy. Jego korzenie, osiągające nieraz długość dziesięciu metrów, zagłębiają się głęboko w ziemię w poszukiwaniu wilgoci. Jest tak twardy i ciężki, że wrzucony do wody opada na dno. Miejscowa ludność wykorzystuje go do rozpalania ognia, bowiem kalorycznością nie ustępuje węglowi.

Kara-Kum jest niczym monochromatyczna mozaika, ukształtowana przez piaski, płaskowyże i gliniaste "takyry". Te ostatnie są depresjami, na których popękany teren przypomina olbrzymi parkiet wyłożony dużymi deszczułkami. W okresie wiosennych deszczów zamieniają się one w istne jeziora magazynujące wystarczająco dużo wody, by napoić kilkutysięczne stada owiec.

Późnym popołudniem znowu ruszamy w drogę. Niedaleko nas przesuwa się wir piaskowy przypominający kolumnę o średnicy kilkudziesięciu metrów i wysokości prawie kilometra. Słupek rtęci na termometrze spadł już wyraźnie i teraz wskazuje tylko 36°C, ale gorące podmuchy wiatru smagają nas nieustannie osuszając z resztek płynu. Karawana wielbłądów, kołysząc się rytmicznie, niczym zakotwiczone na morzu jachty, niewzruszenie przemierza niekończące się wydmy, wybierając między nimi najłatwiejsze przejścia. Ciała nasze są obolałe od nieustannego ruchu w twardym siodle.

1 2

Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 1 Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 2 Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 3 Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 4

ZDJĘCIA

Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 5
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 8
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 11
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 15
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 18
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 6
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 9
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 12
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 13
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 16
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 19
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 7
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 10
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 14
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 17
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Kara Kum 20

INNE WYPRAWY I PODRÓŻE

Jacek Pałkiewicz i bezkrwawe łowy na tygrysy

Bezkrwawe łowy na tygrysy (1988)

Więcej o wyprawie

Jacek Pałkiewicz i podróż do Baku

Baku, brama Orientu (2017)

Więcej o podróży

Jacek Pałkiewicz i podróż do Dubaju

Moje dubajskie podróże (2015)

Więcej o podróży