Polski English
wyprawy podróże

Pustynia Gobi cmentarzysko dinozaurów

Jacek Pałkiewicz na pustyni Gobi

WYPRAWY, PODRÓŻE I EKSPEDYCJE JACKA PAŁKIEWICZA
Jacek Pałkiewicz • Oficjalna strona podróżnika

Cmentarzysko dinozaurów na pustyni Gobi

Pustynia Gobi, Mongolia

Rok wyprawy: 1993

Autor: Jacek Pałkiewicz
Strona
1/3

Przed jurtą, odwiecznym filcowym namiotem koczujących pasterzy, stara kobieta składa pocałunek na czole mężczyzny, który jeszcze przed chwilą miał na sobie mundur generała mongolskiej armii. Jest tak, jakby czas zatrzymał się na wielkiej azjatyckiej epopei, w chwili gdy waleczny Czyngis-chan opuszczał rodzinę, by wyruszyć na podbój nowych, dalekich ziem.

Scena pożegnania musiała wyglądać podobnie. Tylko że teraz chodzi wprawdzie o wyprawę, ale na pustynię Gobi, a spadkobiercą wielkiego wodza, mężczyzną, który właśnie opuszcza swą jurtę, jest Gurragczaa, kosmonauta, bohater narodowy, symbol współczesnej Mongolii.

Jest nas pięcioro i na grzbiecie wielbłąda wyruszamy na przygodę w tym przez długie lata nieznanym świecie. Gobi nie tylko ewokuje legendarne bohaterskie czyny wojowników mongolskich, lecz fascynuje historią tajemniczego zniknięcia dinozaurów. Znajdują się tu bowiem jedne z najbogatszych na kuli ziemskiej złoża skamielin, świadectwo o świecie, który 70 milionów lat temu przestał istnieć.

Przez kilka pierwszych dni krajobraz jest bardzo urozmaicony. Z pagórkowatego przechodzi w półpustynną stepową równinę porośniętą szczątkową roślinnością, ciągnącą się aż po horyzont. Jak okiem sięgnąć, dominuje pustka, która zachwyca i jednocześnie przytłacza. Po błękitnym, kryształowo przejrzystym niebie pędzą z szaloną szybkością śnieżnobiałe chmury.

Jedziemy pradawnym szlakiem wielbłądzich karawan, zatem codziennie możemy liczyć na studnie, które człowiek drążył od tysiącleci. Przed zachodem słońca rozbijamy obóz w pobliżu jurty, której mieszkańcy zapraszają nas na nocleg. Pan domu o nieprzeniknionym wyrazie twarzy i surowych, wyrazistych rysach spogląda na nas bez ciekawości, przystępując do stanowiącego niezbędny wymóg gościnności rytuału: częstuje nas tabaką do wąchania i kumysem, czyli poddanym fermentacji mlekiem wielbłądzicy. Kumys orzeźwia, ma przyjemny smak mieszaniny mleka, octu i szampana. Na pustyni i w stepie, gdzie dieta z konieczności jest uboga i monotonna, a warzywa nie są znane, ten popularny napój cieszy się wielkim powodzeniem także dlatego, że zawiera wiele niezwykle istotnych dla organizmu składników odżywczych.

Kawałki mięsa, i smacznym suszonym twarogiem. Nie bardzo potrafię podziękować za tak spontaniczne gesty tym ludziom, którzy poprzestają na minimum, nie spieszą się, nie wiedzą, co znaczy konsumpcyjny stosunek do życia. Nikt nas tu nie pyta, skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy. Gurragczaa mówi, że podróżny może zatrzymać się w jurcie nawet na wiele dni. Nasz gospodarz, który rozumie trochę po rosyjsku, potwierdza skinieniem głowy.

Rano dzielna rodzina zabiera się do demontowania swego schronienia. Po dwóch godzinach cały ich dobytek jest już załadowany na małą karawanę wielbłądów. "Pójdziemy na tamto wzgórze, o tam, na wschód". Pokazują nam mały punkcik, oddalony o jakieś 20 km. Pasterstwo jest tradycyjnym źródłem utrzymania koczowników, którzy z trudem znajdują ubogie pastwiska dla swych stad.

My też ruszamy w drogę. Nasze wielbłądy z gatunku baktrian, podczas zimy porośnięte długą, gęstą sierścią, teraz jednak są nagie i raczej brzydkie, na dodatek okazują gniewnie swe niezadowolenie, szczerząc pożółkłe zęby, kopiąc, gryząc i plując na odległość. Otgohsajchan, siostra Gurragczyy, o charakterystycznych dla młodych Mongołek, czerwonych jak dojrzałe jabłka policzkach, pierwsza umocowuje ładunek i dosiada zwierzęcia.

Musiało upłynąć kilka dni, nim zdołaliśmy całkowicie opanować nasze "środki lokomocji" i sprawić, by były posłuszne wydawanym przez nas poleceniom: suugsugsug! - siad!, hook! - powstań!, czuu! - naprzód!, haa! - stop! i tak dalej. W lecie obydwa garby największego przedstawiciela wielbłądowatych są pozbawione tłuszczu i z tego powodu sflaczałe; trudno na nich zawiesić nasze worki, które co jakiś czas zsuwają się i spadają na ziemię. Stanowi to znakomity pretekst, żeby zsiąść i przejść kawałek pieszo, rozprostowując obolałe członki.

Pośród czerwonawego żwiru dominują kępki pachnącego tymianku i szczypiorku. Krajobraz jest taki, że człowiek wręcz traci oddech. Czyste na wysokości tysiąca metrów n.p.m. powietrze stanowi gwarancję wspaniałej widoczności. Z każdego punktu widzimy wzgórza odległe co najmniej o 20-30 km. Takich przestrzeni nie można oglądać w żadnym innym miejscu na świecie.

Pustynia Gobi rozciągająca się na długości 1750 km jest trzecią na ziemi pod względem powierzchni. Suma opadów nie przekracza dwustu milimetrów rocznie. Jest to pustynia kontrastów, miejscami tworzą ją obszary pokryte drobnymi kamykami, gdzie indziej ciągną się wielkie skaliste płaskowyże i masywy górskie. Są tu także uady, podobne do saharyjskich, czyli koryta dawnych rzek, które odżywają po każdym deszczu, a na południu, bliżej Chin, jest też piasek, który zajmuje około 3 procent całkowitej powierzchni pustyni, podczas gdy na Saharze dochodzi do dwunastu.

Jest coraz goręcej, ale skóra pozostaje zupełnie sucha, gdyż każda kropla potu natychmiast wyparowuje. W południe zatrzymujemy się na odpoczynek. Pod płócienną płachtą, która daje przyjemny cień, pijemy kumys, zagryzając sucharami i twardym jak kamień, suszonym baranim mięsem. Termometr wskazuje 35°C, o dziesięć poniżej maksymalnej temperatury w tej strefie i o tej porze roku. Tymczasem w zimie temperatura spada nawet do –40°C, ustępując tylko rekordowym mrozom na pustyni Kara-Kum.

Nasz towarzysz podróży Sodnom, właściciel hotelu "Devshil" w Dalan-dzadgadzie, stolicy okręgu południowego Gobi, jest entuzjastą nowego doświadczenia. Prawdę mówiąc nigdy przedtem nie dosiadał wielbłąda, mimo że w jego okręgu, zajmującym powierzchnię połowy Polski, jest ich prawie 150 tysięcy i tylko 36 tysięcy ludzi.

Igor Michałow kontynuuje swoje badania nad wężami, które budzą w nim wielki szacunek, żeby nie powiedzieć strach. Gurragczaa opowiada z nutką nostalgii o swoim locie kosmicznym. "Ta nieziemska cisza - zauważa - jest prawie porównywalna z ciszą panującą w kosmosie, dodaj tylko przygniatający ciężar otaczającego bezmiaru. Ktoś, kto raz odbył lot do wszechświata, do tego doskonałego systemu, siłą rzeczy musi przyjąć za pewnik istnienie Najwyższej Istoty". I on, wychowany przez komunizm ateista, jest dzisiaj człowiekiem głęboko wierzącym. Później opowiada o dreszczach emocji i wstrząsających doznaniach, jakich doświadczył, orbitując wokół matki Ziemi. "W czasie pierwszych okrążeń - ciągnie - próbowałem najpierw znaleźć moją Mongolię, później skierowałem uwagę na kontynenty, a na samym końcu na Ziemię i dopiero wtedy zrozumiałem, że to jest nasz dom. Niestety, brak mi weny poetyckiej, nie jestem w stanie opisać całej wspaniałości i majestatu firmamentu" - konkluduje przyjaciel.

O godzinie 16.00 ruszamy. Powietrze nadaje się już do oddychania i możemy iść dalej, nie odczuwając wielkiego zmęczenia. Wielbłądy wyrywają w marszu i zjadają kolczaste krzaki, twarde, jakby były z żelaznego drutu. Są chwile, gdy wszystko wokół wydaje się martwe, ale w tych dniach widzieliśmy gazele, całe mnóstwo jaszczurek, szczuroskoczki, dzikie osły, skrzeczące gekony i parę orłów.

1 2 3

Pustynia Gobi cmentarzysko dinozaurów 1 Pustynia Gobi cmentarzysko dinozaurów 2

ZDJĘCIA WYPRAWY

Pustynia Gobi cmentarzysko dinozaurów 3
Pustynia Gobi cmentarzysko dinozaurów 4
Pustynia Gobi cmentarzysko dinozaurów 5

INNE WYPRAWY I PODRÓŻE

Jacek Pałkiewicz i podróż na wyspę Wielka Diomeda

Wielka Diomeda (1999)

Więcej o podróży

Jacek Pałkiewicz i podniebne domostwa Korowajów

Podniebne domostwa Korowajów (1988)

Więcej o wyprawie

Jacek Pałkiewicz i tatuowane kobiety Birmanii

Birmania, tatuowane kobiety (2016)

Więcej o podróży