Polski English
wyprawy podróże

Z nurtem Mekongu

Jacek Pałkiewicz i legendarny Mekong

WYPRAWY, PODRÓŻE I EKSPEDYCJE JACKA PAŁKIEWICZA
Jacek Pałkiewicz • Oficjalna strona podróżnika

Legendarny Mekong. Z nurtem jednej z najbardziej tajemniczych rzek (pod flagą Discovery Channel).

Podróż nurtem Mekongu (dawne Indochiny).

Rok podróży: 2001

Autor: Jacek Pałkiewicz
Strona
1/3

Wilgotny tropikalny upał rozleniwia i odbiera chęci do wykonania nawet najmniejszego wysiłku, podczas gdy wartki, majestatyczny nurt spływający w szerokim korycie Mekongu niesie gliniastozłote wody, silnie kontrastujące z bujną roślinnością zwieszającą się z wysokiego urwiska. Muszę się zebrać by przygotować aparaturę, bo właśnie apokaliptyczny zachód słońca zalewa niebo magicznym blaskiem złota różnych odcieni zdobiąc świat imponującą paletą barw. Przejmujące, niezatarte wrażenie, godne długiej kontemplacji.

Jestem w Luang Prabang, dawnej stolicy "Królestwa Miliona Słoni", czyli Laosu. Z przyjemnością odnotowuje, że nic się tutaj nie zmieniło od czasów mojej ostatniej wizyty przed dziesięcioma laty. Miasto pozostaje wciąż jednym z najbardziej romantycznych i niezwykłych miejsc Indochin, ostatnim zakątkiem dziewiętnastowiecznej Azji, tak bliskiej sercu Josepha Conrada czy Ruyarda Kiplinga, która wydawało się, że już dawno nie istnieje.

Rozkoszuję się upajającą atmosferą nieuchwytnej melancholii, aromatem kadzideł, zapachem drzewa sandałowego i opium płynącego z nielegalnej palarni, oraz czarem idyllicznego pejzażu jakby żywcem wyjętego z dawnych sztychów. O świcie nasycam oczy widokiem stup skąpanych w różowej poświacie, oraz uroczystym rytuałem kwestowania bonzów z ogolonymi głowami w szafirowych habitach, którym mieszkańcy ofiarują garstkę ryżu, jarzyn i owoców, wieczorem zaś delektuję się złotymi kopułami pagod połyskującymi w świetle księżyca. Somerset Maugham, uznawany za najlepszego autora krótkich opowiadań, zainspirowany ich panoramą, pisał, że widok ten podnosi go na duchu "niczym nagła nadzieja w mrocznej nocy duszy". Zaś Kipling mówił o nich jako o "przepięknym, migotliwym w słońcu cudzie".

Indochiny, francuską posiadłość kolonialną w południowo-wschodniej Azji, wypromowały mit egzotyki, swobód moralnych i błogiej egzystencji na łonie klimatu monsunowego. Pół wieku temu Francja była zmuszona uznać suwerenność Wietnamu, Kambodży, Laosu i dziś na próżno można by szukać Indochin na mapie świata, których urzekająca aura zachowała się jednak na stronicach zakurzonych książek. Bądź w kinie. Melodramatyczny film "Indochiny" z Catherine Denevue, zimną blond pięknością z klasą, oddaje wiernie atmosferę tej epoki, przepojonej poezją i legendami pełnymi mistycyzmu.

Urok Wschodu fascynował mnie od zawsze. Niektóre nazwy zmieniały swoja pisownie. Sajgon dzisiaj nazywa Sie Ho Chi Minh, Birma - Myanmar, Syjam - Tajlandia, Rangun - Yangon, ale w mojej pamięci pozostaną na zawsze przesiąknięte magią nazwy ze starego atlasu, będące w stanie pobudzić wyobraźnię nawet najbardziej obytego podróżnika.

Trudno byłoby znaleźć lepszy sposób poznania Indochin niż spłyniecie rzeką, będącą jej symbolem. Nad brzegami Mekongu mieszały się bowiem wydarzenia historyczne z mitologią zagubionych cywilizacji, koegzystowały rożne religie. Dziś jeszcze nad tą arterią, źródłem dobrobytu i życiową droga komunikacyjną, zamieszkuje mieszanka ras ludzkich, spośród których duża część żyje w stylu zaprzeszłych czasów, reszta zbliża się do ery technologii, lub ją osiągnęła.

W tej fascynującej podroży pod flagą Discovery Channel towarzyszy mi kilku przyjaciół. Reżyser Jan Jakub Kolski w przerwie między jednym i drugim filmem fabularnym postanowił, z pomocą operatora Witka Chomińskiego, zrealizować serię dokumentów dla TVP oraz Discovery Chanell. Włoski reporter Giorgio Fornoni przygotowuje film dla Discovery Channel, Andriej Pawlow z "Komsomolskiej Prawdy" nadaje korespondencję dla swojej gazety, ja zaś przekazuję relacje dla Radia RMF. Na początku miałem obawy czy nie będziemy sobie zbytnio przeszkadzać. Okazało się jednak, że moi kompani są tolerancyjni, wytrzymali, zdolni przystosować się do nowych sytuacji i co niezwykle ważne, posiadają poczucie humoru, wszystko to co powinno zapewnić zdrową atmosferę w grupie.

Naszą wyprawę rozpoczęliśmy w sielskim nastroju budzącego się z letargu Laosu. Przedtem jednak otarliśmy się o Bangkok, jego smog i chaos, gdzie ekspansja ery kapitalizmu rozruszyła odwieczne wartości dziesięciowiekowej kultury buddyjskiej, okazując priorytet bogowi-pieniądzu. Dynamiczny rozwój biznesu turystycznego postawił Tajlandię na pierwszym miejscu wśród azjatyckich ofert wakacyjnych. W ciągu krótkiego czasu połowa kraju zamieniła się w istny Disneyland; inwazja 2 milionów turystów rocznie przyćmiła orientalną sakralność i spokój, jakie niesie ze sobą wiara buddyjska.

"Miasto Aniołów", powstałe zaledwie dwieście lat temu, nigdy nie było zaliczane do zachwycających metropolii, ale zawsze posiadało swój egzotyczny blask. Dziś dusi się od spalin samochodowych ustępując w zanieczyszczeniu atmosfery tylko Meksykowi. Od tumultu dżungli urbanistycznej oderwałem się dopiero w barwnych świątyniach Wielkiego Pałacu, gdzie każdy może odnaleźć wewnętrzny spokój. Kolonialną atmosferę minionych czasów odczułem podczas kolacji w restauracji "Lord Jim's", mitycznego "Oriental", jedenastokrotnie wybieranym najlepszym hotelem świata, gdzie na tarasie z widokiem na rzekę Chao Pya, Joseph Conrad rozpoczynał pisanie "Smugi cienia" a Somerset Maugham tworzył swoje utwory.

W ciągu dwóch godzin lotu przenieśliśmy się na drugi koniec świata: do Laosu, najbardziej tajemniczego regionu wchodzącego w skład Indochin. Życie płynie tu leniwym, niespiesznym rytmem, narzuconym przez naturę, która miała wpływ na ukształtowanie łagodnego i tolerancyjnego charakteru jego obywateli. Nikt się tu nie przemęcza, pracuje tyle ile potrzeba na zaspokojenie elementarnych potrzeb. Na ile różnią się między sobą mieszkańcy Indochin, świadczy utarte mienie Francuzów: "Podczas gdy Wietnamczycy sadzą ryż, Khmerowie patrzą jak kiełkuje, a Laotańczycy słuchają jak rośnie".

W Luang Nam Tha, przygranicznej osadzie, kilka kroków od Chin, Myanmaru i Tajlandii, nie sadzi się ryżu, uprawia się zaś papawer somniferum, mak opiowy. Wyizolowany od cywilizacji, leżący na wysokości 1.500 m npm region, stanowi cześć Złotego Trójkąta, krainy złej sławy, osłoniętej welonem konspiracji. Zatrzymujemy się u Lantenów, z plemienia Miao-Yao i żyjących w bardzo luźnej styczności z nasza cywilizacja.

1 2 3

Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 1 Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 2 Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 3 Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 4 Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 5

ZDJĘCIA

Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 6
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 11
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 14
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 17
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 19
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 22
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 25
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 28
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 7
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 9
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 12
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 15
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 20
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 23
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 26
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 29
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 8
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 10
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekonguz 13
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 16
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 18
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 21
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 24
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 27
Jacek Pałkiewicz z nurtem Mekongu 30

INNE WYPRAWY I PODRÓŻE

Jacek Pałkiewicz i wyprawa polowanie na legendę El Dorado

El Dorado, polowanie na legendę (2002)

Więcej o wyprawie

Jacek Pałkiewicz i bezkrwawe łowy na tygrysy

Bezkrwawe łowy na tygrysy (1988)

Więcej o wyprawie

Jacek Pałkiewicz i wyprawa na pustynię Taklamakan

Pustynia Taklamakan (2012)

Więcej o wyprawie