Polski English
wyprawy podróże

Wyprawa reniferami na Biegun Zimna

Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna

WYPRAWY, PODRÓŻE I EKSPEDYCJE JACKA PAŁKIEWICZA
Jacek Pałkiewicz • Oficjalna strona podróżnika

Wyprawa na Biegun Zimna (Jakuck - Ojmiakon), na reniferach

Wyprawa na Syberię.

Rok wyprawy: 1989

Autor: Jacek Pałkiewicz
Strona
1/5

Zimą 1989 r po raz pierwszy władze Związku Radzieckiego udzieliły zgody na zorganizowanie "zachodniej" ekspedycji w głębokiej Syberii. Sześciu instruktorów Szkoły Przetrwania Jacka Pałkiewicza przebyło w ciągu miesiąca 1.300 km na zaprzęgach reniferowych z Jakucka do Ojmiakonu.

Ta mała osada uważana jest za Biegun Zimna, ponieważ zanotowano tu najniższą temperaturę (-72°C) na świecie, gdzie na stałe żyje człowiek.

Czuję się jak sparaliżowany. Jeszcze przed chwilą zachwycałem się urokiem tej dziewiczej ziemi i raptem, zupełnie nieoczekiwanie, wpadam w śmiertelną pułapkę. Lód na rzece załamuje się i reniferowy zaprzęg zagłębia się w lodowatej wodzie; wszystko to przy temperaturze przynajmniej -50 stopni. "Jeśli stracisz głowę lub poddasz się i nie wyrwiesz się z kleszczy lodu, nie wrócisz już nigdy do domu" - przestrzegano mnie niedawno w Jakucku.

I oto słynna naledź, zasadzka syberyjskich rzek. Niektóre renifery wierzgają gwałtownie kopytami, próbują wydostać się na lód, który oczywiście łamie się od razu pod ich ciężarem. Inne, przerażone sytuacją, kapitulują, zdając się na łaskę sił wyższych. Po chwili wokół zapada głucha cisza, nasze życie zależy tylko i wyłącznie od tempa pracy. Jak najszybciej musimy wytaszczyć cały konwój na brzeg. Nie myślę nawet, ile mamy czasu, by uchronić się przed hipotermią, niebezpiecznym dla życia obniżeniem się temperatury ciała. Jedynie, co pulsuje w głowie, to działać szybko, jak najszybciej, nie stracić ani jednej sekundy.

Jesteśmy we czwórkę w wodzie, trzej pozostali porzucili swoje sanie w bezpiecznej odległości i biegną już na pomoc. Musimy ratować dwadzieścia reniferów połączonych ze sobą całym systemem uprzęży. Brodząc po kolana w kaszy lodowej wyzwalamy zwierzęta, a potem musimy użyć wszystkich sił, żeby wydostać nasze pojazdy, które w międzyczasie lód skuwa w swoich okowach. Trwa morderczy wyścig z czasem i walka ze zmęczeniem. Nie czujemy rąk ani nóg, walonki na nogach przypominają raczej dwa bloki lodu.

Kiedy dramatyczne zmagania dobiegają końca, na brzegu pali się trzaskające ognisko przygotowane przez Andrieja, jednego z dwóch "kajurów", pasterzy odpowiedzialnych za zwierzęta. Przypominam moim kolegom, aby nie zbliżali się zbytnio do ognia, w takiej sytuacji bowiem wskazane jest stopniowe ogrzewanie organizmu. Potrzeba trochę czasu, aby rozpakować bagaże i dobrać się do suchych skarpet i drugiej pary butów. Gorąca herbata rozgrzewa nas całkowicie.

Graziano rzadko pali, ale tym razem dołącza się do Sławy i Nicoli, by tym sposobem uspokoić swoje nerwy wystawione na ciężką próbę. Ostatnią czynnością wieczoru jest rozbijanie lodu, którym pokryły się w wodzie wszystkie sanie. Nasze pojazdy na płozach są bardzo lekkie i proste w konstrukcji, gdzie tradycyjnie nie używa się gwoździ, a do łączenia elementów służy tylko skórzany rzemień.

Niewiarygodne, ale nikt z nas nie odniósł szwanku. Jeszcze w Jakucku uzgodniliśmy z Andriejem, że w wypadku skrajnej konieczności zabijemy renifera, aby w ciepłych wnętrznościach rozprutego brzucha ogrzać odmrożone kończyny.

W klimacie arktycznym najważniejsze jest obuwie, stopy bowiem są najbardziej narażone na zimno. Tak więc na nogach mamy "torboza", długie, podwójne botki z reniferowej skóry, między które wkładamy ocieplającą wyściółkę z włosia. Na ciepłą bieliznę zakładamy dwa grube swetry, a na nie szubę z futra włosiem na zewnątrz. "Uluk", spodnie, są także z silnie wygarbowanej skóry. Głowę ochrania wełniana czapka i podwójny kaptur z futrem z obu stron. Często zakładamy też kominiarki, które chronią nos i policzki, gdzie z powodu niskiej temperatury skóra jest gorzej ukrwiona i dlatego szczególnie narażona na odmrożenia. Są one jednak niewygodne, ponieważ wydychane powietrze tworzy kulę lodową, która chłodzi twarz. Na ręce zakładamy wełniane rękawice, a na nie futrzane, z jednym palcem. Szeroki szal zabezpiecza szyję i znaczną część twarzy.

Syberia nie okazuje cienia przyjaźni tym, którzy mają odwagę stawić jej czoło. Niebezpieczeństwa czyhają tutaj z każdej strony. Największym z nich są oczywiście odmrożenia. Czy wystarczy mojego instynktu i doświadczenia, aby wyżyć na łonie tej niegościnnej dla człowieka przyrody, gdzieś daleko na granicy świata? Przytłacza mnie ciężar odpowiedzialności za moich towarzyszy. Po surowej selekcji z Włoch przyjechali tu ze mną Nicola Cerfoglio, Roberto Lorenzani i Graziano Piccinini, potem do grupy dołączył Igor Michałow i Sława Byczkowski. Na miejscu, w Jakucku, nasz zespół powiększył się o dwóch "kajurów", Dimę i Andrieja. Wszyscy są pełni entuzjazmu, zdecydowani, mają spore doświadczenie w trudnych ekspedycjach i są zespoleni jedyną motywacją, niezbędną do osiągnięcia sukcesu: dotrzeć do celu.

Celem wyprawy, na organizację której poświęciłem ponad rok, jest dotarcie do Ojmiakonu, uznawanego za Biegun Zimna, ponieważ panują tam najniższe temperatury, w jakich na stałe żyją ludzie. Lata temu zanotowano tam 71 stopni. Mamy do pokonania 1300 kilometrów tajgi i tundry, dziewiczej ziemi, gdzie łatwiej jest spotkać wilka i niedźwiedzia niż istotę ludzką. Wokół nas tylko śniegi i bezkresny horyzont, gdzie wzrok nie znajduje żadnego punktu odniesienia. Jesteśmy odizolowani od wszystkiego i wszystkich i zdajemy sobie doskonale sprawę, że nasz los zależy tylko od nas samych. Syberia, ziemia przeklęta, porzucona przez Boga, nie jest miejscem dla maminsynków.

Nie będzie to impreza łatwa, powtarzałem często przed wyjazdem moim towarzyszom podróży, znacznie trudniejsza niż możecie to sobie wyobrazić. Podobnie jak zimno, o którym nie można mieć pojęcia mieszkając w Europie. Wypoczynek nie zrównoważy nigdy zmęczenia, jedzenie będzie monotonne, a niewygody, trudności i niebezpieczeństwa będą naszym chlebem powszednim.

Tak jak w każdej ważnej ekspedycji, również i tym razem starałem się ograniczyć do minimum nieprzewidziane sytuacje. Oczywiście nikt nie jest w stanie ustrzec się przed niespodziankami spowodowanymi złymi warunkami klimatycznymi, chorobą czy innymi wyższymi siłami. Ryzyko można jednak zmniejszyć, jeśli się ma oczy szeroko otwarte, jest się dobrze przygotowanym, zdoła zachować dyscyplinę i samokontrolę.

1 2 3 4 5

CIEKAWOSTKI

Ta wyprawa refniferami na Biegun Zimna została opisana przez Jacka Pałkiewicza, pośród innych wypraw Podróżnika na Syberię, w jego książce: "Syberia" (najnowsze wydanie książki: wydanie IV rozszerzone, Zysk i S-ka 2014).

Natomiast pierwsza ksiażka o Syberii Jacka Pałkiewicza, zawierająca odniesienia do wypraw i podróży odbytych w ten zakątek świata do roku jej wydania, ukazała się w roku 1990, wydanie włoskie "Leggenda della Siberia" (Reverditio Edizioni 1990).

Książki Syberia Jacka Pałkiewicza Zobacz inne książki
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 1 Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 2 Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 3

ZDJĘCIA Z BIEGUNA ZIMNA

Zobacz cały album
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 4
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 7
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 10
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 13
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 5
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 8
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 11
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 14
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 6
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 9
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 12
Jacek Pałkiewicz i wyprawa na Biegun Zimna 15
Zobacz cały album

INNE WYPRAWY I PODRÓŻE

Jacek Pałkiewicz i podróż z nurtem Mekongu

Z nurtem Mekongu (2001)

Więcej o podróży

Jacek Pałkiewicz i podróż na Wyspy Kurylskie

Podróż na Wyspy Kurylskie (1990)

Więcej o podróży

Jacek Pałkiewicz i podróż do Szanghaju

Szanghaj, Paryż Orientu (2017)

Więcej o podróży