Polski English
wyprawy podróże

Archipelag Gułag (Kołyma)

Jacek Pałkiewicz w Gułagu (Kołyma)

WYPRAWY, PODRÓŻE I EKSPEDYCJE JACKA PAŁKIEWICZA
Jacek Pałkiewicz • Oficjalna strona podróżnika

Archipelag Gułag, Kołyma

Gułag, Kołyma, Rosja.

Rok wyprawy: 2004

Autor: Jacek Pałkiewicz
Strona
1/2

Z okna samolotu obserwuję rozległą, dziewiczą krainę, przestrzenną tundrę, pokrytą plamistym kobiercem mchów i karłowatych zarośli, poprzecinaną srebrnymi wstęgami strumieni, między którymi przemieszcza się ogromne stado reniferów, jedyne żywe istoty na tej niezwykłej, bezludnej połaci.

W chwilę później pojawia się pasmo nagich gór o łagodnych stokach, na których gdzieniegdzie tkwią jęzory śniegu, którego zbyt delikatne promienie słoneczne nie były w stanie roztopić.

Po ośmiu godzinach lotu z Moskwy ląduję w Magadanie, gdzie jestem gościem gubernatora Walentina Cwietkowa, który zapewnił mi transport - terenowy łazik z kierowcą - na dwa tygodnie. Następnego dnia wyjeżdżamy na magistralę, szutrową drogę łączącą Ocean Spokojny z odległym o ponad dwa tysiące kilometrów Jakuckiem. Podziwiam piękne okolice, niezliczoną liczbę rzek i strumieni, a także wspaniałe kolory zakwitłej przyziemnej roślinności, wśród której królują typowe dla Syberii daurskie modrzewie.

Misza Ilwies, z którym znamy się już wiele lat i który chciał towarzyszyć mi w tej podroży, wyjaśnia, że Kołyma to wcale nie Syberia, lecz Daleki Wschód. Wprawdzie z historycznego punktu widzenia Syberią nazywa się ziemie rozciągające się od Uralu po Pacyfik, to jednak w sensie administracyjnym, a przede wszystkim ekonomicznym, terytoria nadmorskie, włącznie z Jakucją, którą dziś nazywa się Sachą i Chabarowskim Krajem, są traktowane jako rejon dalekowschodni. Jego powierzchnia obejmuje ponad 6 milionów km2, czyli tyle samo co Syberia w zawężonym pojęciu. Trudno jest mi pogodzić się z takim podziałem, bo osobiście nie mam wątpliwości, że Jakucja to nie Syberia.

Region kołymsko-magadański, bez Czukotki, często liczonej z tym obwodem, zajmuje terytorium dokładnie półtora raza większe od Polski, zamieszkałe zaledwie przez 220 tysięcy ludzi, spośród których 80 procent żyje w Magadanie.

Pierwsi Rosjanie pod wodzą Siemiona Dieżniewa dotarli morzem do Kołymy w 1643 roku. Owa garstka Kozaków, zwabiona obfitością futer, nie tylko ściągała jasak od autochtonów, ale wniosła także wkład w eksplorację rubieży azjatyckiego kontynentu. Dieżniew przeszedł bowiem do historii jako odkrywca cieśniny oddzielającej Rosję od Ameryki. Pomimo wspierania kolonizacji przez cara, osadnictwo w tym dalekim zakątku nie wzbudziło żadnego zainteresowania i Rosja na długo zapomniała o ziemiach, które wciąż stanowiły na mapach białe plamy.

Dwa wieki później pojawił się tutaj polski badacz Jan Czerski, zesłany na Syberię za udział w powstaniu styczniowym. Z czasem uzyskał on subsydia Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego na podjęcie pomiarów topograficznych i prac geologicznych w dorzeczu Kołymy. Za cenny wkład w poznanie tych obszarów jego imieniem nazwano później najrozleglejsze i najwyższe góry Syberii, ciągnące się od rzeki Jana po Kołymę. Rodak, którego życie i działalność były nierozerwalnie związane z Syberią, zmarł w 1892 roku podczas podróży prymitywną szkutą po swojej umiłowanej rzece. Na jego mogile, przy ujściu rzeki Prochwa, daleko za kołem polarnym, stoi dziś granitowy pomnik z napisem w językach polskim i rosyjskim. Potomków polskiego zesłańca można spotkać w różnych osadach, nie mówiąc o miasteczku Czerski, gdzie żyje kilkanaście spokrewnionych z nim rodzin.

Kołymę odkrył ponownie dla współczesnych niejaki Wasilij Borysko, który z kilkoma przyjaciółmi zawędrował tu drogą lądową od Morza Ochockiego. Z nadejściem surowej zimy podróżnicy uprawiający myślistwo zdecydowali się wrócić do domu. Pozostał tylko Borysko, który następnego lata natknął się na złoto. W ciągu kilku miesięcy zebrał kilkanaście kilogramów cennego kruszcu. Nie dana mu była jednak radość ze znalezionego bogactwa. Zmarł niespodziewanie w swoim baraku, gdzie znaleźli go koczujący Eweni. Wieść o baśniowym sezamie Kołymy dotarła wprawdzie do Moskwy, ale niespokojne, rewolucyjne czasy nie pozwoliły instytucjom rządowym zająć się tym tematem.

Dopiero w 1928 roku ściągnęła nad Kołymę geologiczna ekspedycja kierowana przez Jurija Bilibina, który wykorzystując prace Czerskiego, potwierdził obecność prawdziwej żyły złota. "Z jednego metra sześciennego piasku uzyskaliśmy 200 gramów złota!" - pisał z entuzjazmem Bilibin do centrali.

Trzy lata później złotonośna prowincja doświadczyła istnego najazdu, związanego z początkiem wielkiego terroru epoki Stalina. Pod egidą "Dalstroju", trustu specjalnie utworzonego przez NKWD do eksploatacji bogactwa Kołymy, zaczęto wysyłać tu jeden za drugim transporty więźniów, głównie politycznych, do budowy portu w Zatoce Nogajewa, miasta Maga-dan, drogi od morza w głąb Kołymy oraz różnych kopalń.

Tak narodził się istny archipelag łagrów, przez które przewinęło się kilka milionów "wrogów ludu", a spośród nich przynajmniej co piąty nie wrócił już do domu. Ludzie umierali z powodu głodowych racji żywnościowych, z zimna, chorób, wycieńczenia zabójczymi normami pracy, a także z powodu sadyzmu strażników. Ten rozdział martyrologii dotknął także setek tysięcy Polaków zesłanych na syberyjską niewolę.

Nie dojeżdżając do Miakity, zjeżdżamy z trasy i po 19 km głębokich jam wypełnionych wodą, docieramy do Dnieprowskiego łagru, w którym w latach 1945-1955 trzy tysiące więźniów wydobywało cynę. Baraki rozsypały się pod wpływem czasu i zimowych wichrów, lepiej zachowały się solidniej zbudowane konstrukcje górnicze, a jeszcze lepiej straszące swoim widokiem butwiejące wieżyczki strażnicze. Pośród porzuconych przed prawie pół wiekiem przedmiotów codziennego użytku, natykamy się tu na prymitywne narzędzia i strzępy obuwia.

Szacuje się, że na terytorium Kołymy funkcjonowało ponad 200 łagrów, w których przebywało od kilkudziesięciu do kilku tysięcy więźniów. Niewiele pozostało już z Archipelagu Gułag, czas zaciera ślady zbrodni, tajga pochłania drewniane budowle i nieuczęszczane już drogi leśne, prowadzące niegdyś do obozów śmierci.

Znowu jesteśmy na trasie w sercu Kołymy. Siedzący za kierownicą Kostia podśpiewuje pod nosem: "Kołyma, Kołyma, czudiesnaja płanieta, dwienadcat miesiacow zima, ostalnoje tolko lieto i lieto". Wprawdzie zima nie trwa aż cały rok, to jednak szybko przechodzi ona w krótkie, chimeryczne lato, pomijając zarówno wiosnę, jak i jesień.

Z rzadka mijamy ogromne ciężarówki, a jeszcze rzadziej przydrożne, na wpół wyludnione osady, pogrążone w letargu, które szokują realiami rosyjskiej Dalekiej Północy. Sytuacja ekonomiczna sięgnęła tu kompletnego dna, zewsząd przebija skrajna nędza i moralna degradacja. Kto mógł, wrócił na matierik, w rodzinne strony. Współczuję tym ludziom i nie mogę się zdobyć na wyjęcie z torby aparatu fotograficznego, by udokumentować tę żałosną rzeczywistość. Kilkaset kilometrów na północ żyją na łonie przyrody Eweni, hodowcy reniferowi i ostatni Jukagirzy, których pozostało nie więcej niż 300. Ich zmiana ustroju nie dotknęła tak boleśnie.

W Debinie przejeżdżamy półkilometrowy most na Kołymie, która na długości ponad 2 tysięcy km wije się przez niziny, góry i wąwozy tego surowego kraju. Latem można nią spłynąć aż do Oceanu. Za dwa miesiące lód zetnie ją przynajmniej na pół roku. Misza opowiada o osobliwym procesie zamarzania rzeki. Pierwsze kryształy lodu tworzą się na dnie sąsiadującym z wieczną zmarzliną, po czym powiększająca się stopniowo masa wypływa na powierzchnię i tam zaczyna się tworzyć warstwa lodu.

Wreszcie i Susuman, kołymskie Klondike, klasyczne szare, zaniedbane miasteczko rosyjskiej prowincji. Kierujemy się ku Chołodnemu, jednemu z dwudziestu priskow, odkrywkowych kopalni, należących do prywatnej spółki Susumanzoloto, jako że państwo definitywnie utraciło monopol na wydobywanie złota.

1 2

Zatoka Ha Long 1 Zatoka Ha Long 2

ZDJĘCIA WYPRAWY

Zatoka Ha Long 3
Zatoka Ha Long 4
Zatoka Ha Long 5

INNE WYPRAWY I PODRÓŻE

Jacek Pałkiewicz i Archipelag Wysp Towarzystwa Polinezja

Archipelag Wysp Towarzystwa (2003)

Więcej o podróży

Z biegiem Wołgi

Z biegiem Wołgi (1993)

Więcej o podróży

Jacek Pałkiewicz i podróż do Szanghaju

Szanghaj, Paryż Orientu (2017)

Więcej o podróży