Pałkiewicz

Jacek Pałkiewicz

PolskiEnglish

Start » Sylwetka - część 1

Sylwetka Jacka Pałkiewicza

Człowiek i osoba

Część 1/5

Na pierwszy rzut oka wśród ulicznego tłumu nie wyróżnia go nic, chyba tylko prosta postawa, prężny chód i wyostrzona umiejętność obserwacji. Nie wszyscy, którzy krótko spotkali się z Jackiem Pałkiewiczem, obdarzają go szczególną sympatią. Twierdzą, że nie grzeszy skromnością, że jest zadufany we własne siły. Inni mają mu za złe arogancką pewność siebie, egotyzm, hardość i zarozumiałość zawartą w słowach: "Wygram z tobą w każdej grze, która wybierzesz, bo być może nie jestem bardziej inteligentny czy silniejszy, ale ja nigdy nie zmęczę się, a ty tak", albo w sentencji wygłoszonej w reklamie włoskiego roweru: "Gdziekolwiek byście dotarli, my już tam byliśmy".

Relaks Pałkiewicza
Pałkiewicz na rybach

Niektórzy zarzucają mu, że przesadnie kultywuje wizerunek twardziela: bezwzględna determinacja, maskowanie uczuć, spartańska samokontrola, lakoniczność, kamienny chłód przy jednoczesnej dbałości o kulturę fizyczną, czemu służą treningi, strzelanie z Glocka itp. Są i tacy, głównie ludzie o niezaspokojonych ambicjach, których razi kult Pałkiewicza i z zawiści i zazdrości próbują zepsuć mu opinię - siedząc w wygodnych fotelach, wyciągają pochopne wnioski.

Ci, którym udało się lepiej poznać frenetycznego podróżnika i urodzonego lidera, przyznają, że pierwsze wrażenie było mylące. Pod emanującą chłodem aparycją kryje się "normalny" człowiek. Silna osobowość, lojalność, prostolinijność, profesjonalizm i charyzma z czasem wywołują zaciekawienie, potem przyciągają i rodzą sympatię. Grono oddanych wielbicieli jest dostatecznie duże. Każdy oszołomiony jego burzliwym życiem gotów jest przebaczyć mu brak wrażliwości, zbytnią kategoryczność, szorstkość i brutalną wprost szczerość, odbieraną jako nieprzyjemny sposób bycia.

Chociaż, może i nie każdy. Dziennikarza "Gazety Wyborczej", nie przygotowanego do wywiadu, pożegnał wprost: "Spotkamy się następnym razem, jak zapozna się pan z tematem". Od tego dnia "Gazeta" zamknęła dla niego swoje stronice.

Z reguły ludzie nie ukrywają, że zazdroszczą mu tego, co robi i co przeżywa, bogactwa wrażeń i dreszczy emocji pod wszystkimi szerokościami geograficznymi naszej planety. Tygodnik "Newsweek", doceniając jego chorobliwą ciekawość świata, zaliczył go do ostatniej generacji eksploratorów. Dla jego następców zabraknie już fascynującego kolorytu wielbłądzich karawan, jaków na płaskowyżach Bhutanu, czy słoni w dżungli Indochin.

Pisarz włoski Vittorio G. Rossi, będący pod ogromnym wrażeniem jego pasji życia, napisał o nim: "Ma zmysł przygody, tak jak ma oczy i nos. Na lądzie i na morzu dokonał wyczynów niezapomnianych. Jest twardy, bo potrafi walczyć z wszelkimi przeciwnościami, ale potrafi też przyznać, że strach i ból są nieodłącznymi kompanami jego życia".

"Życie daje każdemu tyle, ile sam ma odwagę sobie wziąć - napisał kiedyś - a ja nie zamierzam zrezygnować z niczego, co mi się należy". Przy innej okazji powiedział: "Życie jest zbyt krótkie, żeby nie starać się o natychmiastową gratyfikację". Z pewnością jest uzależniony od adrenaliny. Wydaje się, że dla niego mocne, pełne emocji przeżycie jest główną wartością nadającą sens życiu.

Mówi biegle kilkoma językami, porusza się z łatwością w Nowym Jorku, Sajgonie, Paryżu, czy Caracas i jako mistrz survivalu nie boi się, że zabłądzi na pustyni czy w amazońskiej dżungli. Podwójne obywatelstwo pozwoliło mu, jako jednemu z pierwszych Polaków, już wiele lat temu poczuć się obywatelem Unii Europejskiej. Cieszy się większą popularnością za granicą niż w swoim kraju. Budzi powszechny podziw w Rosji i we Włoszech, gdzie nazywają go "secondo Polacco", drugim (po papieżu) Polakiem.

Bakcyla nieodpartej ciekawości świata śmiały poszukiwacz przygód połknął w prowincjonalnym miasteczku na Mazurach, kiedy nauczył się na pamięć całego atlasu geograficznego. W 1970 roku znalazł się we Włoszech, gdzie - jak sam twierdzi - "wpadł w ramiona Lindy". Wersja eleganckiej latynoskiej brunetki o perfekcyjnej urodzie, która została jego żoną, jest nieco inna: "Początkowo nie chciałam się z nim spotykać, potem zaskarbił moją sympatię silną osobowością, wzbudzając we mnie poczucie bezpieczeństwa i zaufania" - precyzuje Linda.

Niedługo po ślubie pojechał do Genui, gdzie w konsulacie Liberii zdał przed komisją morską egzamin na II oficera pokładowego. Bez nauki w szkole morskiej i praktyki na statku osiągnął pozycję, do której dociera się we flocie po wielu latach pracy.

Po dwóch latach psiego, jak sam określa, żywota, zaczepił się na krótko w kopalni złota w Ghanie. Pracę tę porzucił po eksplozji, w której zginął jego serdeczny przyjaciel. Czarny Kontynent fascynował go bardzo w owych czasach. Pojechał do Sierra Leone, gdzie zatrudnił się jako security officer w Selection Trust, odkrywkowej kopalni diamentów w Yengeme, będącej w rękach Brytyjczyków. "Warunki bytowe - wspomina Jacek - były owszem, owszem: przestronny lodge ze służbą, srebrne nakrycia, francuskie wina, taras z widokiem na pole golfowe."


ŻYCIORYS

Przeczytaj krótki życiorys Pałkiewicza jako wprowadzenie do jego sylwetki.

Pałkiewicz w pigułce - kilka słów, krótka i prosta biografia.

Czytaj życiorys
Biografia
facebook google+ pinterest twitter youtube

©2017 Jacek Pałkiewicz