Pałkiewicz

Jacek Pałkiewicz

PolskiEnglish

Start » Ekspedycje » Wyspy kurylskie - część 2

Wyspy kurylskie - Kuryle II

Jacek Pałkiewicz na Kurylach

Rok wyprawy: 1990

Część 2/2

euroazja
Wyspy kurylskie zdjęcia

Wiaczeslaw Zolotin żyje tu od pół wieku. Wyprostowana figura, sprężysty krok, świdrujący swoimi przenikliwymi oczami, jest usposobieniem dobroduszności. Jego dwaj synowie szukali kiedyś szczęścia na Białorusi, ale wrócili do rodzinnego gniazda, gdzie przemysłowa cywlizacja nie wycisnęła jeszcze swojego piętna. "Tutaj czujemy sie najlepiej- mówią-, Nie ma problemu z pracą. Jak chcesz możesz łowić ryby na oceanie, zatrudnić się w zakładzie przetwórstwa ryb, czy zająć się połowem krabów bądź krewetek. Powietrze jest krystalicznie czyste, można kąpać się w ciepłych źródłach siarkowych, opalać się na podgrzewanej przez wulkan plaży, zbierać grzyby, jagody, czy przyrządzac kawior. Czego jeszcze można wymagać od życia?".

Wnuczka Wiaczeslawa Ksenia uczęszcza do przedostatniej klasy szkoły średniej w której zajęcia odbywaję się na trzy zmiany. Dziadek mówi, że ona także nie zamieniłaby Kuryli na miejską metropolię, nawet jeśli ogląda japońską telewizję nasyconą dobrami konsumpcyjnymi, dającymi złudny obraz dobrobytu i szcześcia.

Pałkiewicz wyspy kurylskie 3
Pałkiewicz wyspy kurylskie 4

Leonid Staszkiewicz jest dyrektorem Parku narodowego, założonego w 1984 r. "Trzeciego w Rosji pod względem prestiżu", podkreśla z dumą. Rodem z Ukrainy, z entuzjazmem opowiada o swojej pracy. "Nieustannie brakuje funduszy - mówi nie tracąc humoru i optymizmu - ale przynajmniej nikt z Moskwy nie przeszkadza w mojej działalności. Prawda. Życie jest tu pełne wyrzeczeń i nie daje gwarancji na lepszą przyszłość. Lepiej jednak tu, niż w Dniepropietrowsku, gdzie jest ta sama bieda i ponadto skażone środowisko".

Tacy są kurylanie. Prości, cierpliwi, odważnie pokonujący trudności. Wspaniali ludzie, których nie sposób jest nie polubić.

Wyspa jest osobliwym rezerwatem botanicznym. Dziewicze lasy o intensywnej soczystej zieleni goszczą subtropikalną florę, gdzie cisy sąsiadują z gąszczami Petasites japonicus, roślina zwana "czapką diabła", której liście osiągają szerokość jednego metra, gdzie gęste zarośla karłowatego bambusa mieszają się z gigantycznymi świerkami i masywnymi cedrami owiniętymi grubymi lianami. Wrażenie robią także pokrzywy dochodzące do 3 metrów wysokości, liście lopianu mogące osłonić człowieka przed deszczem, rośliny z gatunków palmowych, paprocie ponad zwykłe wymiary i stężały aromat jadalnych lotosów. Na brzegu owianym gęstym zapachem oceanu, szare mewy gniazdujące w wielotysięcznych koloniach napełniają powietrze trzepotem skrzydeł i nieustającym zgiełkiem nad resztakami martwych łososi wyrzuconych na plaży. W porze odpływu można uzbieraż unieruchomione w mule kraby-olbrzymy.

Na przylądku Stolbkatyj od strony Morza Ochockiego na niewielkich łachach piasku tłoczy się tysiące fok pacyficznych z młodymi, ale większy zachwyt budzi istny cud natury przypominający dzieło wyrzeźbione ręką nadludzkiej istoty. Są to czarne bazaltowe, zdumiewająco regularne kolumny o przekroju szesciokątnym, wznoszące się na 100 metrów nad poziom morza i przylegające do siebie niczym w plastrze miodu, które uformowały się ponad 50 milionów lat temu na skutek wybuchu wulkanu. Na Kurylach jest ich około 150, z czego 16 jest czynnych. Nad nizinnym Kunaszirem dominuje sylwetka błękitnego stożka wulkanu Tiatia wznoszącego się na wysokość 1819 metrów, u podnóża którego żyje około 200 szarych niedzwiedzi.

Klimat tu monsunowy. Zimowe cyklony przynoszą zamiecie śnieżne, letnie powodują tropikalne ulewy. Dużo dni słonecznych, ale też i nie brak częstych mgieł.

Na Kurylach nie obchodzi się bez problemów ekologicznych. Natura dewastowana jest często przez wojskowych, którzy nagminnie zajmują się kłusownictwem, zanieczyszczają rzeki odpadami naftowymi, karczują lasy, czy używają pojazdów gąsiennicowych poza utartymi drogami.

Z kolei wojskowi ze straży granicznej są wzburzeni swoją niemocą, kiedy japońscy rybacy otwarcie grają w ciuciubakę zapuszczając się na ich wody terytorialne, bardziej zasobne w ryby. "Nasze kutry patrolowe są dużo wolniejsze od ich jednostek - mówi kapitan Aleksander Malyszew - i nie mamy zbyt dużych szans na ich pojmanie". Oczywiście zatrzymuje sie niejednego intruza, ale zwalnia się go po opłaceniu grzywny w wysokości 10 tysięcy dolarów. Tylko w przypadku recydywy jest możliwość zarekwirowania jednostki, a zdarza się to średnio kilkanaście razy w roku. Widziałem taką niedużą flotę zacumowaną przy pirsie w porcie Kitawo na wyspie Etorofu. Pośród zardzewiałych kadlubów stało też kilka supernowoczesnych trawlerów nie dawno skonfiskowanych, ale już wykupionych na licytacji przez miejscowych rybaków. Przed drugą wojną światową w Kitawo stacjonowała flota japońska, która stąd rozpoczęła atak na Pearl Harbour.

W ponurej osadzie portowej Golownino, którą zamieszkiwało kiedyś 5 tys. Japończyków, dziś można naliczyć zaledwie kilkuset Rosjan. Po drugiej stronie cieśniny, szerokiej na 30 kilometrów, leży Hokkaido. Wieczorem widać stąd światła samochodów w miasteczku Nemuro, zamieszkałym przez wielu wyeksmitowanch z Kuryli Japończyków, bądź ich potomków. Działają tam też agencje nieruchomości oferujące po atrakcyjnych cenach ziemie na Terytoriach Północnych, do zamieszkania jak tylko ponownie powieje tam flaga kraju Wschodzacego Słońca. Ustawodawstwo japońskie przewiduje bowiem, że dawni mieszkancy Kuryli wciaż pozostają pełonoprawnymi właścicielami tamtych ziem.

Zobacz zdjęcia z wyprawy na wyspy kurylskie.

Kuryle galeria

facebook google+ pinterest twitter youtube

©2017 Jacek Pałkiewicz