Pałkiewicz

Jacek Pałkiewicz

PolskiEnglish

Start » Ekspedycje » Taklamakan - część 2

Pustynia Taklamakan II

Jacek Palkiewicz wyprawa na pustynię Taklamakan

Rok wyprawy: 2012

Część 2/2

euroazja
Taklamakan zdjęcia

Ktoś pyta ile czasu bez wody można wytrzymać na pustyni. Historia zna wiele wypadków przeżycia w sytuacjach zdawałoby się nie dających żadnych szans. Pewien Amerykanin bez kropli wody przebył w 8 dni 240 km piasków Arizony. "To dzięki sile woli, głębokiej nadziei i niewyczerpanemu pragnieniu życia" - oświadczył w szpitalu, gdzie był później leczony. Kilka lat temu na Saharze libijskiej z dwójką kolegów wytrzymaliśmy bez wody całe trzy dni przy temperaturze 35°C. O przetrwaniu decyduje wystarczająca rezerwa wody i zabezpieczenie przed wysoką temperaturą, a także znajomość środowiska i stan psychiczny pozwalający na podjęcie kroków niezbędnych do walki o życie.

Taklamakan nie ustępuje pod względem ilości piasków słynnej Rub al-Chali i posiada powierzchnię porównywalną do wielkości Polski. To jeden z najsuchszych obszarów na Ziemi i nawet jeśli latem woda spływa z topniejących lodowców, to szybko zostaje pochłonięta przez morze piasków. Nigdzie nie ma studni z życiodajną wodą, jakie często spotyka się na Saharze. Latem w 1997 r. zanotowano tutaj 45°C, zimą temperatura potrafi spaść nawet do minus 30 stopni. Przypominają mi się słowa Nikołaja Przewalskiego, wybitnego znawcy Azji Centralnej: "Podróż przez Gobi w pełni lata jest porównywalna do przejścia przez piekielne płomienie".

Dzisiaj Taklamakan nie jest już miejscem "wejdź, a już nie wyjdziesz". Morze piasków przecinają na przestrzał dwie 500 kilometrowe asfaltowe drogi, powstałe zresztą nie bez przyczyny. Pustynia skrywa w swoim wnętrzu nieprzebrane pola roponośne i złoża gazu, które zapewniają regionowi ważną rolę w polityce ekonomicznej kraju. Stąd potrzeba komunikacyjnych szlaków.

Z jednej strony Taklamakan stanowi bogactwo, z drugiej przynosi duże straty. Wydmy pod wpływem silnych wiatrów ulegają ciągłemu przemieszczaniu, nawet 200 metrów w ciągu roku. Wielki ocean powoli się rozrasta, fale gór piasku, niczym powolne tsunami nękają tereny zajęte przez człowieka. Według oficjalnych danych w 2010 r. Chiny straciły na rzecz pustyni 1700 km kw. Liu Tuo, dyrektor Krajowego biura do walki z dezertyfikacją, mówi o gigantycznym projekcie. W najbliższych dziesięciu latach kosztem 23 miliardów euro zostanie przywrócone dla rolnictwa ponad pół miliona km kw. piaszczystego terytorium. Rząd już wiele lat temu wypowiedział tę wojnę konsekwentnie dbając o powstrzymanie inwazji. Sadzi się krzewy tamaryszka oraz dobrze radzące sobie w suchym terenie lasy topoli, wierzb, drzew granatu czy morwy. Od 2001 r. powstał pas długości 4.500 km, istny "Zielony Mur Chiński" złożony z 35 milionów drzew.

Wieczorem ziemia szybko wyparowuje swoje ciepło i błogie uczucie chłodu po skwarnym dniu przywraca energię. Dilshat, jeden z poganiaczy wielbłądów, opowiada przy ognisku o brutalnej kolonizacji i sinizacji Sinkiangu, zamieszkałego przez 7 milionów Ujgurów. Na jego twarzy wyczytać można nie tyle gniew bezsilności w stosunku do okupanta, co głęboki smutek z powodu wynarodowienia. "Nie mamy już własnej ojczyzny, staliśmy się ofiarami wrogiej polityki, - mówi beznamiętnym głosem, - i masowej imigracji narzucającej 'cywilizację'". Niektórzy się buntują, domagając się swoich praw. W efekcie dochodzi do rozlewu krwi, w ostatnich kilku latach zginęło ponad 500 Ujgurów.

Gdzieś niedaleko stąd, w 1245 roku przejeżdżał kupieckim szlakiem pierwszy wielki podróżnik polski, brat Benedykt, znany w literaturze jako Benedictus Polonus. Ze swoim zwierzchnikiem Giovannim de Pian del Carpine, udawał się do władcy Mongołów z misją papieską mającą na celu powstrzymanie dalszych najazdów na kraje chrześcijańskie i zawarcie sojuszu przeciw muzułmanom. Pionierska wyprawa, bez map i bez jakichkolwiek podstawowych informacji, w ciągu dwóch lat przebyła konno 15 tysięcy kilometrów, co stanowiło nie lada wyczyn. Był to pierwszy kontakt Starego Świata z Imperium Mongołów. Szkoda, że Benedykt Polak nigdy nie doczekał się uznania w swoim kraju.

Przed wyjazdem na wyprawę odwiedziłem Kaszgar i Hotan, tętniące niegdyś życiem oazy na legendarnym Jedwabnym Szlaku. Niestety, nie znalazłem tam jego śladów. Przypomnijmy, że powstał on ok. II wieku p.n.e. i był najstarszą i najdłuższą trasą łączącą Chiny z odległym basenem śródziemnomorskim. Na zachód karawany wiozły herbatę, ceramikę i główny towar eksportowy jedwab, który w Rzymie kosztował majątek, na wschód jechały złoto, klejnoty i konie. Korzystano z niego do XV wieku, potem ruch zamarł i cały region popadł w wieczne zapomnienie.

Twarda, bezwzględna pustynia do końca każe sobie płacić za naszą zuchwałość. Jak bywa często w kwietniu i maju, uderza wiatr wzbijając gęste tumany pyłu i piasku. Nic już nie widać, szara ściana połączyła ziemię z niebem. Miliardy ziarenek drapią i kłują odkryte części ciała, przenikają do gardła, do nosa, utrudniają oddychanie. Furia burzy chce nas zadławić, napełnia uczuciem niepokoju i lęku. Zatrzymujemy się, by nie zgubić drogi, takie nawałnice były przyczyną wielu, wielu tragedii.

Na szczęście do celu nie pozostało dużo drogi. Następnego dnia znaleźliśmy się na innej planecie. Oaza pełna tryumfu zieleni i życia zapewnia nam swoją gościnność. Kurujemy poranione stopy i możemy kąpać się i pić. Bez ograniczeń! Odświeżona odzież, zimne piwo, cytrusowe owoce i filiżanka kawy stają się luksusem nie do opisania.

Zobacz zdjęcia z wyprawy na pustynię Taklamakan.

Taklamakan galeria

facebook google+ pinterest twitter youtube

©2017 Jacek Pałkiewicz