Pałkiewicz

Jacek Pałkiewicz

PolskiEnglish

Start » Ekspedycje » Otwarcie szkoły przetrwania część 1

Otwarcie szkoły przetrwania Pałkiewicza

Szkoła survivalowa

Rok: 1982

Część 1/2

Mężczyzna w średnim wieku krzyczy zdławionym głosem. Skoncentrował się bez reszty na tej czynności: zamknął oczy, szyja nabrzmiewa mu z wysiłku, twarz czerwienieje, czoło pokrywa się potem. Wygląda jak sierżant marines, który łaje żołnierza winnego poważnej niesubordynacji. Nie jesteśmy jednak na poligonie. Mężczyzna uczy się krzyczeć — by wydawać rozkazy, i po to, by ich słuchać.

Szkoła przetrwania Pałkiewicza 1
Szkoła przetrwania Pałkiewicza 2

Przyglądam się lekcji w szkole zarządzania niedaleko góry Fuji. Grupa Japończyków uczestniczy w kursie, który ma na celu stymulację ich zdolności kierowniczych, woli zwycięstwa, umiłowania ryzyka — jednym słowem cech, które pomagają menedżerowi odnieść sukces. “Postawiliśmy sobie zadanie przezwyciężania indywidualnych słabości, nasza filozofia zakłada więc narzucenie jednostce pewnych doświadczeń, które mogą się jej nie spodobać” — wyjaśnia jeden z instruktorów. I podkreśla, że wszystkich poddaje się tu iście piekielnej dyscyplinie.

Parę miesięcy później znajduję się około pięćdziesięciu kilometrów na północ od Tel-Awiwu. Tym razem nie w charakterze dziennikarza ani turysty, lecz z zamiarem uczęszczania do International Security and Defence Systems, najsłynniejszej szkoły antyterrorystycznej, prowadzonej przez Leo Glesera, byłego oficera izraelskich służb specjalnych.

Koledzy z mojej grupy reprezentują sześć narodowości. Pracują w bankach, towarzystwach lotniczych, przedsiębiorstwach produkcyjnych, prywatnych policjach i służbach ochroniarskich. Przyjechali tu w jednym celu: wszyscy pragną nauczyć się, jak osłaniać polityka w niebezpieczeństwie, wyswobodzić osobę bezprawnie uwięzioną, zapobiec zamachowi terrorystycznemu, uwolnić zakładników z uprowadzonego samolotu. Ludzie Glesera wtajemniczają nas w arkana strategii, uczą posługiwania się wymyślnymi rodzajami broni i niewiarygodnych technik ataku. Potem, w piekącym słońcu, poznajemy zasady samoobrony. Przekonuję się, jak mało znaczy mój czarny pas karate w sytuacji, gdzie stawką w grze jest życie, a walka nie ma w sobie nic ze szlachetnej, sportowej rywalizacji, lecz stanowi pasmo trików, ciosów poniżej pasa i podłości. Uczę się, że w warunkach poważnego zagrożenia najlepszą obroną jest atak — tak gwałtowny, jak to tylko możliwe. Aby uzyskać reakcję odpowiednio gwałtowną i destrukcyjną, potrzeba sporej dozy zwierzęcej agresji, zimnej krwi i ogromnej, ogromnej determinacji.

Szkoła przetrwania Pałkiewicza 3
Szkoła przetrwania Pałkiewicza 4

Moim trzecim doświadczeniem była szkoła przetrwania w Arizonie w USA. Nie ukrywam, że pojechałem tam, aby poddać próbie własne, zdobyte dotychczas umiejętności. Miałem już za sobą wiele wypraw, które zawiodły mnie w najrozmaitsze zakątki Ziemi: wilgotne dżungle, spalone słońcem pustynie, lody Arktyki. Przepłynąłem też samotnie Atlantyk w maleńkiej łodzi ratunkowej.

We wrogim, zniewalającym dzikim pięknem otoczeniu uczono nas nie poddawać się trudnym warunkom klimatycznym, znajdować pożywienie w krytycznym położeniu, leczyć za pomocą ziół, radzić sobie w razie pożaru, bronić się przed wężami i skorpionami — krótko mówiąc, wychodzić cało z największych opresji. I właśnie wtedy, podczas tego odległego już o dziesięć lat tygodnia, kiedy wyciśnięto ze mnie ostatnie poty, wpadłem na pomysł zorganizowania szkoły przetrwania we Włoszech.

Długo szukałem odpowiedniego zakątka, aż wreszcie odkryłem w Trydencie przepiękną dolinę, zapomnianą przez Boga i ludzi — wymarzone miejsce do nauki przeżycia. Starannie, po drobiazgowej selekcji, dobrałem współpracowników, profesjonalistów w różnych dziedzinach. Na początku kursu sprawiali wrażenie twardych, nieprzystępnych, niemal bezlitosnych, z czasem jednak stawali się sprzymierzeńcami grupy, zyskiwali niekwestionowane uznanie, roztaczali wokół charyzmę, budzili posłuch, nie wydając rozkazów.

Scott Penn, amerykański sierżant, komandos, wzbudza respekt już od pierwszego spotkania, podczas którego odczytuje dziesięcioro przykazań: "Nie bacząc na trudy i wyrzeczenia, nie odstąpię od wytyczonego celu; zrobię wszystko, co w mojej mocy, wytężę całą siłę woli, by go osiągnąć. Muszę być wytrwały i niezłomny, kiedy sytuacja tego wymaga, ale muszę też umieć poddać się, jeśli to będzie konieczne. Zanim ostatecznie zrezygnuję, podejmę jeszcze jedną próbę, choćby się wydawało, że nie ma żadnych szans powodzenia".

Szkoła przetrwania Pałkiewicza 5
Szkoła przetrwania Pałkiewicza 6

Psycholog opracował specjalny program, pomagający przezwyciężać strach i rozładowywać napięcia w zespole, pobudzający ducha rywalizacji, a zarazem wzmacniający poczucie wspólnoty. Strach. Często pytają mnie, co sądzę o tym uczuciu. Odpowiadam, że nie znam nikogo, kto byłby od niego wolny. Ludzie, którzy twierdzą, że nigdy się nie boją, kłamią. Strach jest naturalnym sygnałem alarmowym w obliczu niebezpieczeństwa, hamulcem wyznaczającym granice ryzyka.


facebook google+ pinterest twitter youtube

©2017 Jacek Pałkiewicz