Pałkiewicz

Jacek Pałkiewicz

PolskiEnglish

Start » Ekspedycje » Borneo - Od brzegu do brzegu - część 3

Borneo od brzegu do brzegu III

Na przełaj przez Borneo 2.500 kilometrów przez mroczną najeżoną niebezpieczeństwami dżunglę

Rok wyprawy: 1986

Część 1/3

euroazja
Borneo 1986 galeria

Po śniadaniu ruszamy w dalszą drogę. Przed południem ściemnia się, nie słychać już głosów ptactwa, szczyty drzew zaczynają falować i pierwsze olbrzymie krople spadają na ziemię. Zaraz potem niebo otwiera się i wszystko dookoła pogrąża się w wodzie. Nie możemy nawet normalnie rozmawiać, huk piorunów i szum wody, zagłuszają nasze słowa. W porę zdążyliśmy wyciągnąć poncha i uchronić się przed ulewą, ale odzienie to silnie chłonie wilgoć i praktycznie także jesteśmy mokrzy. Po deszczu, który miał coś z atmosfery Sądu Ostatecznego, światło staje się bardziej intensywne, zieleń bardziej nasycona, a powietrze przypomina saunę.

Szesnastego dnia przybywamy do Bunang, małej wioski, skąd już pozostają tylko trzy dni żeglugi do Putusibau, gdzie kursuje stateczek rzeczny. Rozliczam się z tragarzami, którzy jutro wyruszą w drogę powrotną. Niezastąpiony Remo znajduje dwa czółen. Jesteśmy załadowani po brzegi i na pierwszej bystrzynie rzeki dla wszystkich staje się jasne, że musimy dołożyć dużo starań i mieć sporo szczęścia, aby wrócić cało do domu.

Pałkiewicz Borneo od brzegu do brzegu 9
Pałkiewicz Borneo od brzegu do brzegu 10

Niespodziewanie, bez żadnego uprzedzenia znajdujemy się w wąskim gardle diabelskiego młyna. Jakimś cudem nasza łódź wychodzi cało z tej opresji, ale następna ląduje na potężnym kamieniu. Wszyscy rzucamy się do ratowania ładunku i stopniowo wyławiamy wszystkie plecaki i worki unoszące się na powierzchni.

Nie bez racji Dajacy powiadają: "Kto cztery razy przepłynął rzekę z prądem i pod prąd, jest już starcem". Można więc powiedzieć, że wyprawa ta kosztowała czwartą część naszego życia.

Następnego dnia docieramy do majestatycznego i szerokiego Kapuasu, największej rzeki Borneo. Stąd już tylko jeden skok do wielkiego świata. W Pontianak korzystamy z dobrodziejstw cywilizacji, zimne piwo, prysznic, basen kąpielowy, posiłek przy stole, filiżanka kawy i... pełny relaks. Na koniec już tylko wygodne łóżko.

Jedna z największych przygód mojego życia, o jakiej można marzyć latami, ale której za żadne skarby nie zechciałoby się powtórzyć, jest już za mną. Wkrótce zajmę się organizacją wyprawy na reniferowych zaprzęgach w głębokiej Syberii i Borneo, niepostrzeżenie, przejdzie do archiwum.


facebook google+ pinterest twitter youtube

©2017 Jacek Pałkiewicz