Pałkiewicz

Jacek Pałkiewicz

PolskiEnglish

Start » Ekspedycje » Borneo - Od brzegu do brzegu - część 2

Borneo od brzegu do brzegu II

Na przełaj przez Borneo 2.500 kilometrów przez mroczną najeżoną niebezpieczeństwami dżunglę

Rok wyprawy: 1986

Część 1/3

euroazja
Borneo 1986 galeria

Docieramy do Tiong Ohang, dalej rzeka jest już nie żeglowna. Stąd rozpocznie się najtrudniejszy etap naszej ekspedycji. Musimy przejść przez łańcuch Gór Miller, wysoki prawie 2000 m, ale ważniejsze jest to, że do dziś pozostało jeszcze wiele nieścisłości na mapie i niektóre rejony są oznaczone jako "miejsce niecałkowicie zbadane".

Zaraz za wioską gliniasta ścieżka prowadzi pod górę i jest tak śliska, że robiąc trzy kroki do przodu, zjeżdżamy jeden do tyłu. Temperatura powietrza przekracza 34 C, ale wilgotność jest na granicy 100% i praktycznie nie ma czym oddychać. Męczy się też dwunastu naszych tragarzy. Każdy z nich niesie po 25 kg: nasz bagaż oraz ryż, główny produkt żywnościowy.

Pałkiewicz Borneo od brzegu do brzegu 5
Pałkiewicz Borneo od brzegu do brzegu 6

Posuwamy się wolno wykorzystując koryto potoku Ubung. Na śliskich kamieniach trudno jest zachować równowagę. Woda sięga do kolan, ale są miejsca, gdzie dochodzi aż do piersi. Czasami jest tak głęboka, że musimy wyjść na brzeg i przedzierać drogę parangami, długimi nożami przypominającymi maczety. Oczywiście wymaga to dużo więcej sił i energii. Bywa, że na przebycie stu metrów tracimy całą godzinę i wtedy najczęściej przychodzą złe myśli. Nie do pomyślenia, abyśmy w takich warunkach mogli dotrzeć do zamierzonego celu. Ręka Luki wygląda jak poparzona. Tylko na chwilę zdjął rękawice, poślizgnął się i upadając złapał się za jakąś gałąź pełną drobnych kolców.

Zmorą są pijawki. Spadają z drzew, kiedy tylko poczują zapach przechodzącego człowieka, przenikają z ziemi i z wodnych kałuż. Remo nagle przystaje i parangiem tnie drzewo. Okazuje się, że dojrzał bungaro, jednego z najpiękniejszych a jednocześnie najniebezpieczniejszych węży tej wyspy. Przekrojony na dwie części niebieski gad, z głową i ogonem koloru czerwonego ma długość około metra. Wypadek ten powoduje sporą wrzawę wśród tragarzy. Ze 166 występujących na wyspie gatunków węży, połowa jest jadowitych, zatem zagrożenie czyha na nas co chwila.

Po południu dochodzi nas szczekanie psów i wkrótce potem zbliżamy się do odludnej osady. W środku dużej wykarczowanej przestrzeni stoi longhouse, słynny wielorodzinny dom Dajaków. Napięcie jest niemalże dotykalne. Zbliżamy się niepewnie, nie wiedząc, czy możemy liczyć na gościnność zagubionych głęboko w dżungli potomków łowców głów.

Pałkiewicz Borneo od brzegu do brzegu 7
Pałkiewicz Borneo od brzegu do brzegu 8

Na takie okazje mam zawsze trochę drobiazgów, które sprawiają przyjemność tubylcom. Naczelnikowi wspólnoty jako prezent daję woreczek soli. Zostaliśmy zaakceptowani w tym środowisku. Okrążają nas dzieci i starsi. Mężczyźni mają brunatną skórę, długie, lśniące, krucze włosy, są średniego wzrostu i proporcjonalnie zbudowani. Czarne oczy, twarz nieco spłaszczona, wystające kości policzkowe. Noszą się dumnie. W przedziurawionych uszach u kilku z nich widać ząb pantery. Podobnie jak i u kobiet jedynym ich okryciem jest skrawek płótna wokół bioder. Wszyscy mają rytualne, niebieskiego koloru tatuaże. U niektórych całe plecy, pierś, szyja, jabłko Adama, ręce i nogi są pokryte skomplikowanymi rysunkami. Piękno młodych kobiecych twarzy podkreślają idealnie kształtne obnażone piersi. Wszystkie mają rozciągnięte płatki uszu, w których wiszą ciężkie pierścienie, uważane za szykowną ozdobę. U niektórych widać także dyskretne i finezyjne tatuaże.

Wszyscy mieszkają w tym jednym domu na palach, którego długość z pewnością przekracza 70 m. Po stromej belce z naciętymi progami wchodzimy na werandę z elastyczną podłogą z giętkich bambusów, która ma tak szerokie szczeliny, że wydaje się, iż w każdej chwili noga może w nich uwięznąć. Wewnątrz, na belce pod sufitem wisi cała seria pokrytych pajęczyną i sczerniałych od dymu czaszek ludzkich, ponury dowód walk plemiennych. Jeszcze do niedawna Dajacy uważali, że świeże głowy nieprzyjaciół pomogą osiągnąć wysokie zbiory ryżu i sprawią, że bezpłodne kobiety będą mogły mieć dzieci. Polowanie na głowy było często rozrachunkiem za jakieś krzywdy, obrazę czy zwykłe waśnie. Im większa kolekcja w domu, tym większy prestiż. Starszy, ale jeszcze żwawy tubylec pokazuje z dumą swój parang. Na tępej krawędzi ma naciętych kilkanaście zębów - tyle, ile spadło głów wrogów.


facebook google+ pinterest twitter youtube

©2017 Jacek Pałkiewicz