Pałkiewicz

Jacek Pałkiewicz

PolskiEnglish

Start » Ekspedycje » Borneo - Od brzegu do brzegu - część 1

Borneo od brzegu do brzegu

Na przełaj przez Borneo 2.500 kilometrów przez mroczną najeżoną niebezpieczeństwami dżunglę

Rok wyprawy: 1986

Część 1/3

euroazja

W osadzie leżącej praktycznie na granicy cywilizowanego świata mówią, że nikt nie ma paliwa do silnika i na nową dostawę trzeba poczekać do następnego tygodnia. Nie rezygnujemy i z Remo, który świetnie mówi po indonezyjsku, idziemy szukać miejscowych notabli. Sołtysa nie ma, a dowódca posterunku wojskowego dopiero co wyjechał na polowanie. Na szczęście jest w domu misjonarz katolicki, żwawy staruszek Holender, który nic nie obiecuje, ale mówi, że postara się pomóc.

Borneo 1986 galeria

Znalazł "long boat", solidną, dziewięciometrową łódź o płaskim dnie, która może pomieścić nawet dziesięć osób. Dwa przyczepne silniki czterdziestokonne gwarantują przebicie się przez kilka niebezpiecznych kanionów, gdzie rwący nurt rzeki stwarza duże zagrożenie dla każdego śmiałka, który się tam zapuści. Ksiądz jest gotów odsprzedać nam swoje własne paliwo, bo i tak w najbliższych dniach nie planuje żadnego wyjazdu duszpasterskiego.

Naszym celem jest przebycie całej wyspy Borneo, trzeciej co do wielkości na świecie, znanej z nieprzychylnego dla człowieka klimatu, nieprzystępnej dżungli, a przede wszystkim ze złej sławy jej tubylców, słynnych łowców głów, Dajaków.

Następnego dnia w największy żar południa, kiedy słupek rtęci sięga 36 C, układamy nasze bagaże tak, aby wystarczyło miejsca także na 18 dwudziestopięciolitrowych kanistrów z benzyną i oczywiście dla nas samych. Wiemy, że nie będzie to już turystyczna przejażdżka i przyjdą chwile, kiedy trzeba będzie solidnie się napocić.

Pałkiewicz Borneo od brzegu do brzegu 1
Pałkiewicz Borneo od brzegu do brzegu 2

Szeroka, wijąca się wstęgą Mahakam, przekształciła się w rwącą i zdradliwą rzekę górską. Już po kilku godzinach żeglugi dochodzi do nas elektryzujący huk wodnego żywiołu. Prąd przybiera na sile, woda jest spieniona i pełna wirów i sternik musi nieźle się natrudzić, aby ominąć wielkie głazy, na pełnej szybkości pokonać wąskie gardła. Wszyscy są kompletnie mokrzy od bryzgów wody, ale oczywiście nikt o tym nie myśli. Mam prawo sądzić, że Renzo Grego, idealny, silny jak tur kompan, przeżywa chwile strachu, ponieważ nie umie pływać. Dla bezpieczeństwa jednak wszyscy mamy na sobie kamizelki ratunkowe.

Ja siedzę na dziobie razem z młodym Dajakiem i kiedy sternik nie zdąży przecisnąć się przez jakiś labirynt, naszym zadaniem jest odepchnąć się wiosłami od skalnej ściany bądź od wielkiego bloku kamiennego. Czynimy to z całych sił, raz pagaj ześlizguje się z kamienia, tracę równowagę i uderzam silnie twarzą o kant burty.

W ferworze walki nie czuję nawet bólu, potem tylko wielki siniak świadczyć będzie o tym wypadku. Jesteśmy wyczerpani fizycznie i nerwowo, chociaż mój kompan nie traci refleksu ani na sekundę.

Potem rzeka uspokaja się i przez ponad godzinę możemy odpocząć. Niespodzianie diabelski szum gdzieś w górze daje znać, że znowu będzie ciężko. Ajang, wykorzystując całą moc silnika, kieruje łódź w środek gardzieli, gdzie woda jest bardziej wzburzona, ale też i głębsza. Fale rozbijające się o burty zalewają nas i poziom wody podnosi się nawet do ławek, na których siedząc moi koledzy na zmianę zajmują się jej wylewaniem. Bywają ułamki sekundy, w których wydaje się, że to już ostatnie zbliżenie z przeszkodą i żadna siła nie uchroni łodzi od roztrzaskania się.

Pałkiewicz Borneo od brzegu do brzegu 3
Pałkiewicz Borneo od brzegu do brzegu 4

Pięć minut spokojnej żeglugi i znowu jesteśmy w opałach. Chmura pyłu wodnego, pienista, biała woda oznaczają, że czeka nas kolejna "lekcja". Prąd na kaskadzie złożonej z kilku spadów odrzuca nas do tyłu, ale potem kierując się w inny przesmyk odrabiamy metr po metrze. Jednak to nie wszystko, przychodzi chwila, że musimy wskoczyć do wody i zanurzeni po pas, a nieraz po pachy przepychać i ciągnąć ciężką łódź po śliskim skalistym wzniesieniu katarakty. Doświadczamy ekstremalnego wysiłku. Nie możemy się jednak poddać, za wszelką cenę musimy sobie poradzić z tym nieprzejednanym żywiołem, nawet jeśli walka jest nierówna.

Każdy z nas to inny charakter, inna osobowość, inne przyzwyczajenia. Alberto, który ma za sobą pięć lat Legii Cudzoziemskiej, jest bardzo pedantyczny i zorganizowany, natomiast Luca Vercesi, adwokat, ma stale trudności ze znalezieniem w plecaku tego, co w danej chwili jest mu niezbędne. Carlo Ferrari, mistrz futbolu amerykańskiego, sprawia wrażenie bardzo odpornego na wszelkie stresy, jest zawsze spokojny, ale i skryty. Carlo Bragagnolo, który robi dokumentację na filmie, jest niedbały.


facebook google+ pinterest twitter youtube

©2017 Jacek Pałkiewicz