Pałkiewicz

Jacek Pałkiewicz

PolskiEnglish

Start » Ekspedycje » Biegun Zimna - część 3

Biegun Zimna III

Jacek Palkiewicz wyprawa na Biegun Zimna (Ojmiakon - Rosja)

Rok wyprawy: 1989

Część 3/5

euroazja
iegun Zimna zdjęcia

Roberto ze swoim nieodłącznym "Randalem", wielkim nożem survivalovym, który nabył za prawie tysiąc dolarów tuż przed wyjazdem na tę wyprawę, rozbija blok lodowy. Za chwilę wiadro wypełnione drobnymi kawałkami znajdzie się nad ogniem, a otrzymana woda posłuży do różnych celów. Ja zajmuję się zbieraniem "wietek", gałęzi modrzewia, którymi muszę zasłać całą podłogę dla izolacji naszego posłania. Wracam chyba już setny raz z naręczami gałęzi przekonany, że tym razem już ich wystarczy, ale i tym razem zebrana ilość jeszcze mnie nie zadowala. Wiem już z doświadczenia, że grubsza warstwa zapewnia nie tylko większy komfort spania, ale przede wszystkim bardziej chroni przed zimnem emanującym ze skutej jak beton ziemi, które każdy metr sześcienny zawiera 350 kilogramów lodu.

Dwójka ochotników tnie piłą zamrożone mięso renifera, potem nacina pajdy skamieniałego chleba. Ja ścinam ostrym jak brzytwa nożem cienkie plasterki nelmy, olbrzymiej trzynastokilogramowej ryby i doprawiam je solą i pieprzem. Surowa "stroganina", jedno z podstawowych dań syberyjskich, jest naszą codzienną zakąską, którą lubi nawet kapryśny w sprawach kulinarnych Graziano. Ku dużemu zdziwieniu Diny nie przejawiamy natomiast zbytniego zachwytu dla stroganiny z wątroby. Nawet ja, który żywiłem się często takimi egzotycznymi potrawami, jak mięso krokodyla, psa, mrówki, nie przepadam za tymi czerwonymi kostkami, które rozpływają się nieprzyjemnie w ustach niczym czekolada, ale nie mają szczególnego smaku. Wreszcie w namiocie rozchodzi się przyjemny zapach kuchni domowej. Mięso renifera, który żyje na otwartej przestrzeni i żywi się aromatycznymi porostami i ziołami, jest smaczne nie mówiąc już o tym, że daje nam solidny zastrzyk kalorii. Popijamy rosołem, który w każdych innych warunkach wywołałby odruch odrazy, ponieważ jest zaprószony włosiem futer, mchem, gałązkami i Bóg wie czym jeszcze innym.

Pałkiewicz Biegun Zimna 5
Pałkiewicz Biegun Zimna 6

Sława mruczy spomiędzy gęstego zarostu: Brr, jak zimno! Liczy chyba na to, że mnie wzruszy i dostanie dodatkową porcję spirytusu, który od czasu do czasu wydzielam w mikrodawkach, czyli w pojemniczku po błonie fotograficznej Kodaka, dla poprawienia samopoczucia. Mówię Sławie, że wbrew ogólnemu poglądowi alkohol zwiększa zagrożenie dla życia w arktycznym środowisku. Początkowo wyraźnie rozgrzewa, ale potem powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych skóry i tym samym szybszą utratę ciepła, a co za tym idzie zwiększa oczywiście zagrożenie hipotermią. Zdaniem specjalistów alkohol w jakimś stopniu działa także korzystnie zwiększając skórny przepływ krwi, co w efekcie zmniejsza ryzyko odmrożenia.

Po solidnej kolacji układamy się do snu. Na wietkach leżą już duże skóry renifera i na nich rozkładamy nasze futrzane śpiwory. Przebieramy się jeszcze w drugą odzież i po krótkim czasie, spokojny, długi oddech świadczy o tym, że moi przyjaciele zapadli już w głęboki sen. Ja, jak zwykle, muszę poświęcić nieco czasu na spisanie notatek.

Kiedy otwieram oczy jest już godzina 7, a wydaje mi się, że dopiero co zasnąłem. Niewiarygodne! Termometr wiszący nade mną wskazuje -36 stopni, tylko dziesięć mniej niż jest na zewnątrz, a ściany i dach namiotu pokryte są warstwą lodu. Roberto, na którego wypada dzisiaj dyżur, krząta się przy piecyku. Jego pierwszym zadaniem jest ogrzać pomieszczenie i przygotować herbatę, dużo gorącej herbaty. Dopiero wtedy ogłaszam pobudkę generalną.

Po lekkim śniadaniu składającym się z rozgrzanego chleba, masła i herbaty, zabieramy się do zwijania obozu. Wszyscy uczestniczymy w łapaniu reniferów, które należy zbić w jedno stado i wszystkie po kolei schwytać na lasso, by potem zaprząść do sań. Przed wyjazdem zjadamy po wielkim kawałku gotowanego mięsa, zapijając go dużym kubkiem gorącej herbaty.

Okazuje się, że renifery nie potrafią oszczędzać sił, są w stanie bez odpoczynku, całymi godzinami ciągnąć sanie o ładunku nawet większym niż 100 kilogramów, ryzykując śmierć z wycieńczenia fizycznego. W następnych dwóch dniach porzucamy w tundrze dwa zwierzęta, bo nie są w stanie utrzymać się na nogach.

Nasza trasa przebiega tuż nad 64 równoleżnikiem, pomiędzy długim łańcuchem wysokich i niezbyt gościnnych Gór Wierchojańskich i pasmem Gór Czerskiego, w ogromnej kotlinie o wyjątkowo trudnym i surowym klimacie. Średnia temperatura stycznia dochodzi tutaj do -50 stopni, a średnia temperatura roczna do -15. Amplituda między temperaturą maksymalną i minimalną przekracza często 100 stopni.

Poruszamy się w rejonie, gdzie tajga graniczy z tundrą. Morze rzadkiego lasu szpilkowego, w którym dominują modrzewie, sosny i świerki, przechodzi w lodową pustynię porośniętą krzewami i karłowatymi drzewami. Już drugi dzień jedziemy korytem niezbyt dużej rzeki i nie mamy zupełnie problemów z orientacją. Nic nie szkodzi, że rzeka Tompo układa się w kierunku kompasowym 115 stopni, a na mapie Ojmiakon leży na kursie 100. W tym rejonie wartość deklinacji magnetycznej wynosi -15 stopni, co po wniesieniu poprawki każe nam utrzymywać strzałkę kompasu właśnie na 115 stopniach.

Pierwszą niespodzianką dnia jest fakt, że Dima, autochton, stwierdza u siebie po raz pierwszy w życiu odmrożenie nosa. W ogóle prawie wszyscy jesteśmy już w jakiś sposób poszkodowani. Taki sam problem ma także Nicola. Roberto odmroził sobie stopy, a ja końce palców u obu rąk. Igor, wyróżniający się tuszą, jest odporniejszy na działanie niskich temperatur, bo chroni go spora warstwa tłuszczu, a Graziano jeszcze w Mediolanie długo hartował się śpiąc w zimnie, co oczywiście zwiększa jego możliwości przetrwania. Na szczęście nasze straty nie są poważne i cieszylibyśmy się, gdyby nie pojawiły się większe problemy. Przed nami jednak jeszcze długa droga.

Zobacz zdjęcia z wyprawy na Biegun Zimna.

Biegun Zimna galeria

facebook google+ pinterest twitter youtube

©2017 Jacek Pałkiewicz